Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 maja 2016

"Znalezione nie kradzione" - Stephen King

"Znalezione nie kradzione"
Finders keepers 
Stephen King
Przekład Rafał Lisowski
Wydawnictwo Albatros
Str. 480
Moja ocena 3,5/6
  
"Pana mercedesa" czytałam dość dawno temu. Recenzje znajdziecie tu [link]. W kolejną część przygód detektywa Hodges'a zaopatrzyłam się tuż po premierze, ale tradycyjnie już, czekałam, aż "skruszeje" na półce. Jakoś tak nieszczególnie ciągnęło mnie do tej lektury, a przecież to King, więc jak to tak? Zapewne był to niemały wpływ poprzedniego tomu, który, chociaż nie był zły, to jednak nie całkiem w stylu mistrza. Doszłam więc do wniosku, że niewiele stracę, jeśli nie przeczytam od razu. Czy słusznie założyłam?
 "Wszystko gówno znaczy"
"Znalezione nie kradzione" to kolejna powieść detektywistyczna mistrza grozy Stephena Kinga. Serię łączy postać emerytowanego funkcjonariusza policji Billa Hodgesa, ktory w pierwszej cześci zmierzył się z psychopatą rozjeżdżającym ludzi wielkim mercedesem. Tym razem bohater bedzie musiał pomóc pewnemu młodzieńcowi, który wpakował się w niezłą kabałę.

Zanim jednak powrócą znajome twarze (oprócz Hodgesa, będzie ich jeszcze dwoje), poznajemy historię fanatycznego wielbiciela fikcyjnej postaci literackiej, oraz zbrodni jakiej ów wielbiciel się dopuszcza. Następnie przeniesiemy się ponad trzydzieści lat w czasie do rodziny Saubers, która ucierpiała w wyniku szalonego czynu "sprafcy" z mercedesa. Jakiś czas po tych wydarzeniach mały Pete Saubers odkrywa prawdziwy skarb. Wtedy jeszcze nie wie, że pomagając rodzinie ściąga na siebie poważne kłopoty. Mijają lata i pozornie nic się nie dzieje. Ale zło nie śpi. Ogarnięty obsesją morderca wychodzi z więzienia. I właśnie wtedy na scenę wkracza Bill Hodges.

Wstęp i rozwinięcie to przeplatane historie Morissa Bellamy'ego i Pete Saubers'a. Mocno zalatujące powieścią obyczajową z dość dogłębną analizą (jak to u Kinga) czynów i rozumowania dwóch skrajnie różnych postaci, psychopatycznego przestępcy i młodego chłopaka, dobrego ucznia i przykładnego syna, którego rodzinę dotyka tragedia. Ścieżki tych dwóch połączą się poprzez zapiski sławnego pisarza. Przez jednego skradzione, przez drugiego odnalezione. Właściwie dopiero końcówka to emocjonujący (choć dla mnie nie do końca) wyścig z czasem, w którym udział biorą znajomi z "Pana Mercedesa".

Dlaczego tych emocji mi zabrakło? Po pewnym czasie czułam lekkie znudzenie całą historią. Akcja płynęła sobie leniwie,  bez pośpiechu, bez porywów. I to tak trwało i trwało i trwało... Aż w końcu, bum! Coś się zaczyna dziać. I wtedy właściwie szybko następuje koniec. Kurtyna opada. Nie zdradzę czy kończy się dobrze, czy źle. Ale finał następuje szybko. Właściwie to dobrze, gdyby jeszcze końcówka przedłużała się w nieskończoność, ta powieść byłaby nudna jak flaki z olejem. A tak była, według mnie, kiepsko wyważona, ale mimo wszystko niezła.

Nie wiem jaki narkotyk jest w stylu Kinga, że mimo braku spektakularnych zdarzeń, nie odłorzyłam ksiązki na półkę, za to nie wiadomo kiedy zabrnęłam do końca. Nie czuję się rozczarowana zakończeniem. Chociaż w głowie układałam sobie już kilkanaście innych scenariuszy. Mocniejszych, bardziej "kingowych". Mimo świadomości, że to całkiem odmienna seria od dotychczasowych poznanych przeze mnie powieści autora, gdzieś głęboko w umyśle tliła się mała iskierka nadziei, że wydarzy się coś powalającego. Nie wydarzyło się, po prostu się skończyło, bez wielkich fajerwerków.

Pozostaje jeszcze postać Brady'ego Hartsfield'a, czyli "sprafcy z mercedesa". Cóż, jego udział w "Znalezione nie kradzione" jest minimalny ale pozwala mieć nadzieję na rozwinięcie akcji w kolejnym tomie, który na pewno przeczytam. Bo zapowiada się dobrze. Ponieważ, bądź co bądź, to jednak King.

Przechodząc do sedna, jeżeli interesuje Was złagodzona wersja Stephena Kinga, lub po prostu lubicie przeczytać powieść detektywistyczną, warto sięgnąć po serię z Billem Hodgesem. Jeżeli jesteście (psycho)fanami autora, zapewne nie trzeba Was namawiać do jego twórczości w jakiejkolwiek postaci. Jeżeli jednak oczekujecie wartkiej akcji, chwil grozy, serca w gardle, duszy na ramieniu czy głębokich emocji, możecie odpuścić i sięgnąć po klasykę Mistrza. 


Cykl z Billem Hodgesem:
1. "Pan Mercedes" - link
2. "Znalezione nie kradzione"
3. "Koniec warty" - premiera 8 czerwca 2016r.

środa, 4 maja 2016

"Czarne skrzydła" - Sue Monk Kidd

"CZARNE SKRZYDŁA"
"The invention of wings"
Sue Monk Kidd
Przekład: Marta Kisiel-Małecka
Wydawnictwo Literackie
Str. 486
Moja ocena 4,5/6


lubimyczytac.pl:
Nowa książka autorki światowego hitu Sekretne życie pszczół. Numer 1 na liście bestsellerów New York Timesa, wyselekcjonowany do ekskluzywnego klubu książkowego Oprahy Winfrey!
Sarah Grimké jest środkową córką sędziego sądu najwyższego Karoliny Południowej, plantatora zaliczanego do elity Charlestone. Matka nazywa ją odmienną, ojciec twierdzi, że jest wyjątkowa. Na swoje 11 urodziny dostaje niecodzienny prezent – wyciągniętą z czworaków i obwiązaną lawendowymi wstążkami czarnoskórą Hetty, zwaną Szelmą. Sarah nie chce „takiego prezentu”, czuje, że drugiego człowieka nie można posiadać… To dopiero początek jej problemów.
Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, wspaniała powieść, która prowadzi nas w głąb do korzeni stanów południowych Ameryki, ukazując świat szokujących kontrastów, gdzie piękno współistnieje z brzydotą, a prawość towarzyszy na co dzień okrucieństwu. To nowe spojrzenie na problem niewolnictwa, niezwykła pochwała siły przyjaźni i siostrzanej miłości, wbrew wszelkim przeciwnościom losu, świadectwo walki o wolność i prawo do głosu.  

Moja opinia

Była uwięziona, tak samo jak ja. Tyle, że ona tkwiła w pułapce własnego umysłu, pułapce umysłów otaczających ją ludzi, a nie prawa. Pan Vesey mawiał podczas zgromadzeń w kościele afrykańskim: "Bądźcie ostrożni, byście nie zostali zniewoleni po dwakroć. Raz przez wasze ciała i raz przez wasze umysły". Próbowałam jej to powiedzieć: - Może i ciałem jestem niewolnicą, ale nie umysłem. Z Tobą jest na odwrót. - Zamrugała, a do jej oczu napłynęły nowe łzy, lśniące jak kryształy z żyrandola.

W "Czarnych skrzydłach " autorka przedstawia świat trzymany twardą ręką przez białych mężczyzn. Wiadomo, czarnoskóry niewolnik traktowany był okrutnie, bezwzględnie. Bardziej dbano o zwierzęta gospodarskie niż o niewolnika. Ciężko uwierzyć, że człowiek człowiekowi zgotował taki los. Ale autorka poszła jeszcze dalej. Bo przedstawiła też sytuację białych kobiet, których rola sprowadzała się jedynie do posłusznej żony, która nie ma własnego zdania ani właściwie żadnych praw. Nie bierze udziału w wyborach,  nie może dziedziczyć nawet własnej ojcowizny, ba, nawet wyższe wykształcenie kobiecie jest zbędne, wręcz niepożądane.

Byli niewolnicy, którzy próbowali się buntować. Były kobiety, które postanowiły walczyć o swoje prawa. Jednym i drugim zależało na wolności.  Wolności ciała i umysłu.  O tym właśnie jest powieść Sue Monk Kidd.

Rzeczywistość tamtych czasów była brutalna i bezwzględna.  Na szczęście wśród tysięcy, znalazły się głosy,  które postanowiły przemówić w obronie godności ludzkiej. To one, nieliczne a jednak głośne, dały siłę kolejnym pokoleniom do egzekwowania swoich praw. Nie wiem czy wiecie, że autorka oparła swoją powieść na historii autentycznej postaci. Tak, moi drodzy, Sarah Grimke istniała naprawdę i była jedną z pierwszych orędowniczek walk o prawa czarnych i kobiet w Ameryce. Niewolnica Szelma została stworzona przez Sue Monk Kidd na potrzeby powieści.  Uważam jednak, że jej życiorys doskonale odwzorowywał wiele podobnych.

Jeżeli macie życzenie dowiedzieć się więcej o Sarze i jej działalności,  odsyłam Was między innymi tu. Chociaż sama autorka w posłowiu również przedstawia nam tę postać tłumacząc, co było faktem a co zostało przez nią wymyślone.

Tymczasem powróćmy do moich osobistych refleksji.
Postaci w tej powieści mamy całkiem sporo. Oczywiście wszyscy krążą gdzieś w otoczeniu głównych bohaterek, Szelmy i Sary. Chyba każdy czytelnik będzie miał okazję znaleźć kogoś,  kto go zadziwi, usatysfakcjonuje, lub też kogoś budzącego skrajnie odmienne emocje. Ja do pierwszej kategorii śmiało zaliczam Szelmę.  A chyba nawet jeszcze bardziej jej matkę. Kobiety, które miały nieszczęście urodzić się w takich trudnych czasach. Które los ciągle poddawał  ciężkim próbom. A które na swój sposób usiłowały radzić sobie z tą codziennością, z niepewnym jutrem i odkrywać jakieś ułamki szczęścia w maleńkich rzeczach. Bardzo polubiłam też niepokorną  Ninę,  najmłodszą latorośl rodziny Grimke. Odważna buntowniczka, która wyzwoliła również w Sarze iskrę do działania w obronie własnych przekonań.
Była odważniejsza ode mnie, zawsze. Ja za bardzo przejmowałam się tym, co pomyślą inni, ona ani trochę. Byłam ostrożna, ona obcesowa. Myślałam, gdy ona działała. Ja rozpalałam płomienie, ona je przekazywała dalej. Właśnie wtedy pojęłam jaką przebiegłością wykazały się Parki. Nina była jednym skrzydłem, ja zaś drugim.
Postaci budzących moją niechęć było całe mnóstwo.  Od czarnoskórej służącej pani Grimke, która chętnie donosiła na "swoich", poprzez samą panią Grimke i jej najstarszą córkę. Chociaż czy można się dziwić ich postępowaniu, skoro tak, nie inaczej zostały wychowane? Prym wśród najgorszych bohaterów wiedli panowie. Sędzia Grimke który kochał córkę, ale nie na tyle aby ją wspomóc w realizacji marzeń.  Nie mógł sobie pozwolić na łamanie schematów dla dobra własnego dziecka. Dalej ukochany brat Sary, który nie dość że nie wspierał siostry, to nie miał nawet odwagi walczyć o własne szczęście. Był też Israel Morris, jedna z najbardziej irytujących postaci według mnie. Dlaczego? Chyba za całokształt. Facet najpierw oczarowuje główną bohaterkę,  mami ją doniosłymi ideami, daje nawet nadzieję na uczucie. A później wszystko to bierze w łeb,  bo przecież nie może łamać zasad wspólnoty. Tragedia. Może powinnam zrozumieć ludzi, którzy całe swoje życie poświęcają swojej wierze. Może. Ale nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem dlaczego ludzie tak chętnie siebie i innych unieszczęśliwiają. W imię czego, tak naprawdę? W imię Boga, czy raczej, tego "co ludzie powiedzą". Tak, zdecydowanie mężczyźni kiepsko wypadają w powieści Kidd. Zapewne to celowy zabieg. W końcu tematyka powieści ociera się także o emancypację.

(...) dopóki jednak tkwimy pod jarzmem mężczyzn, dopóty nie zdołamy zdziałać wiele na rzecz abolicji. Róbcie to, co uważacie za konieczne, cenzurujcie nas, wycofajcie swoje poparcie, my i tak nie ustaniemy. A teraz, panowie, bądźcie tak łaskawi i zdejmijcie stopy z naszych karków.
 
Byli więc bohaterowie, którzy mnie zainteresowali, byli też tacy, którzy wkurzali. A gdzie mam umiejscowić Sarę Grimke?  Nie skradła mojego serca. Myślałam, że będzie silniejsza, ciekawsza,  że twardo stanie w obronie swoich przekonań. Niestety zabrakło jej odwagi. Na szczęście los dał jej Ninę. Aczkolwiek w pewnym sensie ciekawe było to dojrzewanie Sary. Uczyła się na błędach. Fakt, zajęło jej to trochę czasu, jednak w końcu zaczęła podążać własną drogą. A nie było to łatwe i stawiało bohaterkę w obliczu wielu zagrożeń.

"Czarne skrzydła" to ciekawa  powieść. Bez większych wzlotów,  czy porywów akcji, ale na pewno mądra i z przekazem. Dzięki przystępnemu stylowi autorki nie trzeba specjalnie wytężać tu umysłu. Ale ma wiele zalet wciągającej i satysfakcjonującej lektury. Osobiście chętnie przeczytam inne powieści Sue Monk Kidd. Was zachęcam do "Czarnych skrzydeł". A może już czytaliście? Ciekawam zatem Waszych opinii. :) A może podpowiecie,  po którą książkę autorki powinnam sięgnąć teraz?

Wpadnij do mnie też tu --> facebook
śledź fotki tu --> instagram

sobota, 14 lutego 2015

Walentynkowo - "List w butelce" - Nicholas Sparks



"LIST W BUTELCE"
"Message in a bottle"
Nicholas Sparks
Przekład Małgorzata Samborska
 Wydawnictwo Albatros
2014
ISBN 9788378859178
Str. 328
Moja ocena 3,5/6
Czytałam kiedyś inną książkę Nicholasa Sparksa i powiem szczerze, nie przypadła mi do gustu. Mdła, nudna fabuła, do tego do bólu przewidywalna. Dlatego, kiedy dostałam „List w butelce” byłam pełna obaw. Jednakże postanowiłam przeczytać, nie zajęło mi to dużo czasu i ku lekkiemu zdziwieniu i dużej uldze, nie było najgorzej.

Ona rozwódka z dzieckiem, on wdowiec. Oboje przeżyli już w swym życiu największą miłość. Przynajmniej, tak im się wydaje. Połączył ich list w butelce, który Theresa znalazła w czasie porannego joggingu na plaży. Wiadomość była niezwykle wzruszająca. Kobieta postanowiła opublikować treść listu w gazecie, w której miała swoją rubrykę. Artukuł spotkał się z szerokim odzewem i wkrótce Theresa trafiła na ślad kolejnych listów z butelki. Wszystko wskazywało na to, że nadawcą był ten sam mężczyzna. Musiała poznać tego nieszczęśliwego człowieka i jego historię. Po nitce do kłębka, trafiła do Garreta.
Dwoje ludzi po przejściach. Każde z własnym bagażem doświadczeń. Do tego mieszkających daleko od siebie. Czy na tak niepewnych fundamentach może powstać trwały związek? Na to pytanie odpowiada Nicholas Sparks w swej powieści.

„List w butelce” to klasyczny romans. Taki trochę wyciskacz łez, ale o dziwo, czyta się przyjemnie i szybko. Nie jest to lektura wysokich lotów. Prosty język, mało skomplikowana forma treści, dużo dialogów i wielki druk przyczyniają się do wchłonięcia całości w kilka chwil. Nie powiem, irytowały mnie przeciągające się wywody na temat „ja Ciebie chyba kocham, czy ty mnie też?”, „I ja Ciebie kocham, ale gdzie będziemy mieszkać?”. Ale to w końcu powieść o miłości, no to o czym mają rozmawiać? Czepiam się wiem:).  

No dobrze, nie przedłużając, co jeszcze mogę ciekawego napisać? O bohaterach raczej niewiele. Sztampowe postaci, oboje piękni (chociaż nie Garret podobno nie był tak przystojny jak był mąż Theresy) i niezdecydowani. Garrett zmaga się z przeszłością. Próbuje się pogodzić ze śmiercią żony, musi pozwolić jej odejść i zrobić w sercu miejsce dla innej kobiety. Theresa musi uporać się z teraźniejszością, a także przyszłością własną i Kevina, jej syna. Kariera kobiety zaczyna się właśnie rozwijać, czy zdecyduje się porzucić dotychczasowe życie dla ukochanego mężczyzny. No i jeszcze dzieląca ich odległość. Wszystko to stoi na drodze do szczęścia dwojga ludzi.
Przyznam, że spodziewałam się innego zakończenia. Naciąganego, przewidywalnego, krótko mówiąc nudnego. A jednak autor mnie zaskoczył i za to ogromny plus się należy.

Tak czy owak, jakie by nie były moje prywatne uczucia do „romansideł”, „List w butelce" mogę z czystym sumieniem polecić. A komu? Zdecydowanie paniom, które uwielbiają historie miłosne, mądre, aczkolwiek niewymagające. Najlepiej na miłe chwile z książką podczas wakacji. Przy tej powieści można się odprężyć i uciec od codzienności. A na Walentynki to już lektura obowiązkowa ;)


A na koniec bonus. Mój absolutny number one utworów nie tylko romantycznych. Bo kiedy kochamy prawdziwie to "nothing else matters".




Książka bierze udział w wyzwaniach:
Klucznik (Wydana w 2014, Love story)
Czytam zekranizowane powieści



CzytamNiePrzeszkadzać teraz także na facebook'u. Dołącz i bądź na bieżąco :) (boczny pasek)

środa, 17 grudnia 2014

"Przebudzenie" - Stephen King

"PRZEBUDZENIE"
Stephen King
Przekład Tomasz Wilusz
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
2014
978-83-7961-070-9
Str. 536
Moja ocena 4/6


Jak chyba każdy fan Stephena Kinga, niecierpliwie czekałam na premierę „Przebudzenia”. No i się doczekałam. Zamówiłam, otrzymałam, przeczytałam. I oto do jakich wniosków skłoniła mnie ta lektura.
Zacznę od krótkiego przybliżenia fabuły.
"A kto pisze scenariusz naszego życia? Przeznaczenie, czy przypadek? Chcę wierzyć, że to drugie. Pragnę tego całym sercem i duszą. "
Jamie Morton miał sześć lat, kiedy po raz pierwszy spotkał  Charles'a Jacobsa, swoją "piątą osobę dramatu". Młody, przystojny i pogodny pastor zyskał sympatię chłopca, jego rodziny, oraz mieszkańców miasteczka, w którym miał pełnić posługę. Pastor był normalnym człowiekiem, kochał żonę i małego synka. Lubił organizować czas młodzieży z miasteczka. Miał też swoje hobby, dość oryginalne, ale nieszkodliwe. 

Pewnego dnia wydarzyła się tragedia, która wszystko zmieniła. Pastor Jacobs odszedł. Jamie sądził, że już nigdy nie spotka człowieka, którego traktował jak przyjaciela i któremu wiele zawdzięczał. Nie wiedział, że się myli, że po wielu latach ich drogi ponownie się zejdą. I że Jamie będzie tego spotkania mocno żałował. 

Tymczasem po tragicznych wydarzeniach, miasteczko wraca do normalnego życia. Podobnie jak Jamie. Niebawem chłopiec odkrywa w sobie talent i zamiłowanie do gitary. Udaje mu się dostać do szkolnego zespołu. Z biegiem lat, bohater szlifuje swoje gitarowe zdolności, zmienia zespoły, zyskuje fanów i popada w szpony nałogu. Wiele lat później z narkotykowego obłędu i niemal nieuniknionej śmierci, Jamie’go ratuje, nie kto inny, a sam Charles Jacobs. Okazuje się że mężczyzna wykorzystuje niekonwencjonalne metody leczenia ludzi przy pomocy elektryczności. Swoje „uzdrowienia” nazywa przebudzeniami. Wkrótce Jamie odkryje jak straszliwe są konsekwencje każdego przebudzenia. 

Najnowsza powieść Króla, to w przeważającej części historia człowieka zmagającego się z własnymi, zupełnie przyziemnymi demonami. To opowieść o chłopcu, który spełnia swoje marzenia, nastolatka, który wpada w nałóg, w końcu mężczyzny, który sięgnął dna. Ale jest to też opowieść o rozpaczy i szaleństwie. O życiu człowieka i o jego śmierci. Trzy czwarte dobrej obyczajówki prowadzące do jednej trzeciej elektryzującej (dosłownie i w przenośni) historii, zakończonej pełnym napięcia finałem, zdecydowanie w stylu Kinga. 

Fabuła jest nieco przewidywalna. Ale na końcu czeka niespodzianka. King przez większość powieści przeprowadza czytelnika łagodnie, bez przynudzania, ale i bez większych emocji, powolutku, niespiesznie, aż w końcu... łup! I mamy sceny końcowe, które dopadają nas jak grom z jasnego nieba. Autor włącza swoją nieskończoną (i nie ukrywajmy, chorą)  wyobraźnię, serwuje obrazy nie z tej ziemi i wszystko perfekcyjnie finalizuje.

536 stron może niektórych odstraszać. Tomiszcze grube, przyznaję. Ale kiedy tylko otworzymy książkę, przekonamy się, że za taką objętość odpowiada głównie wielka czcionka. Wielka i wyraźna, dzięki czemu czyta się naprawdę szybko i bezproblemowo.
Jeżeli macie jakiekolwiek wątpliwości czy czytać „Przebudzenie”, pozwólcie je sobie rozwiać. To naprawdę dobra książka, która będzie smakowitym kąskiem zarówno dla fanów lekkich horrorów jak i mądrej, ciekawej powieści obyczajowej. 

Wyzwania: Czytam Kinga, Czytam Literaturę Amerykańską, Klucznik

piątek, 17 października 2014

"Przysięga królowej. Historia Izabeli Kastylijskiej" - C. W. Gortner


„PRZYSIĘGA KRÓLOWEJ. HISTORIA IZABELI KASTYLIJSKIEJ”
„Queen’s vow. A novel of Isabella of Castile”
C. W. Gortner
Wydawnictwo Między Słowami
Kraków 2014
ISBN 978-83-240-2506-0
Str. 446
Moja ocena 5/6


Czapki z głów i niskie pokłony. Oto przed Wami królowa, Jej Wysokość Izabela Kastylijska. Postać tyleż przez jednych wielbiona, ile przez innych potępiana. Nie ulega wątpliwości jej udział w zjednoczeniu Hiszpanii i we wzroście znaczenia tego państwa w Europie. Izabela stała się propagatorką oświecenia, będąc jednocześnie niezłomną obrończynią i krzewicielką wiary chrześcijańskiej. Wiele jej decyzji budziło i nadal budzi kontrowersje. Na przykład przywrócenie w państwie instytucji świętej inkwizycji czy wypędzenie Żydów.
Co wpływało na takie a nie inne sposoby rządzenia królestwem. Jak wyglądała jej droga do tronu? Oddajmy głos królowej.
"Nikt nie wierzył, że zostałam stworzona do rzeczy wielkich.
Urodziłam się w miasteczku Madrigal de las Altas Torres jako pierwsze dziecko z drugiego małżeństwa Jana II z Izabelą Portugalską, po której otrzymałam imię. Byłam zdrową i nadzwyczaj cichą infantką a mojemu przyjściu na świat towarzyszyły bicie dzwonów i zdawkowe gratulacje, ale nie fanfary. Pierwsza żona powiła już ojcu dziedzica”

Po śmierci króla Jana na tron wstępuje jego najstarszy syn, Henryk. Nowy król postanawia odsunąć z dworu macochę i jej dwoje dzieci Izabelę i Alfonsa. Królowa przeczuwa zagrożenie i postanawia ukryć małych infantów przed władcą. Izabela dorasta z dala od dworu, w warunkach, które ciężko określić godnymi księżniczki. Matka wychowuje ją i Alfonsa w głębokiej wierze katolickiej i w przeświadczeniu, że to właśnie oni są prawowitymi dziedzicami kastylijskiej korony. Wkrótce młodzi infanci powrócą na królewski dwór oraz do gry o tron. Dworskie intrygi, nieustanne zagrożenie stanie się ich chlebem powszednim. Droga do władzy będzie długa i niebezpieczna, a kiedy ten cel zostanie już osiągnięty, okaże się, że to początek batalii o królestwo doskonałe.
„Przyjmujemy powierzony nam zaszczyt i przysięgamy na te święte Ewangelie, że będziemy żyć zgodnie z nakazami Kościoła, przestrzegać praw tego królestwa i troszczyć się o dobrobyt wszystkich naszych poddanych, a także, wzorem naszych wspaniałych przodków, powiększać nasze terytorium, oraz bronić naszych zwyczajów, wolności, przywilejów jako prawomocnie namaszczona królowa.”
Izabela I Kastylijska
Nowa królowa stanie przed ogromnie trudnym zadaniem, zjednoczenia biednej, udręczonej wojnami Hiszpanii, uczynienia z niej państwa szczęścia i dostatku. Czy to w ogóle będzie możliwe? I jak z tym zadaniem poradzi sobie młoda kobieta? Komu zaufa a kto okaże się jej wrogiem?
„Byłam królową Kastylii. Pokonałam wszystkie przeszkody, by wypełnić swoje przeznaczenie.
I jeszcze nigdy nie czułam się taka samotna.”

„Przysięga królowej...” to pasjonująca, wciągająca powieść historyczna o silnej władczyni, która sumiennie i gorliwie dążyła do osiągnięcia wyznaczonych celów. Wokół niej nie brakowało doradców, z których każdy, oczywiście chciał ugrać jak najwięcej dla siebie, nie zawsze przy tym mając na uwadze dobro państwa. Izabela musiała często dokonywać trudnych wyborów, niejednokrotnie przeciwnych tym dyktowanym przez serce.
„Con blandura – brzmiało moje motto – „taktownie i delikatnie”. Nie chciałam powtórki z przeszłości. Na samą myśl o rozlewie krwi i cierpieniu, po tym wszystkim co Kastylia już przeszła, czułam jeszcze większą determinację, by już nigdy do tego nie dopuścić. Jednocześnie zdawałam sobie sprawę, że nie mogę wiecznie unikać kwestii potencjalnie zagrażającej jedności królestwa. Zdawałam sobie sprawę, że aby liczyć się na arenie międzynarodowej i zawrzeć sojusze z obcymi królestwami, które pozwolą odeprzeć Francuzów i wzmocnić naszą suwerenność, Hiszpania musi prezentować zjednoczony, katolicki front. Jacykolwiek odstępcy mogliby osłabić naszą pozycję.”
Jaka była naprawdę królowa Hiszpanii i Aragonii, któż to może dziś wiedzieć? Czy autorowi udało się choć w niewielkim stopniu oddać jej charakter? Przyjrzyjmy się bliżej bohaterce powieści Gortnera. Autor zastosował narrację pierwszoosobową, dzięki czemu czytelnik ma okazję wczuć się w rolę kobiety, której los przypisał niełatwą rolę w historii. Poznajemy ją jako dziecko, przeistaczające się w młodą dziewczynę, a następnie, żonę, matkę, władczynię. Dumna, poważna, nad wiek rozwinięta infantka stawała się czasami zwykłą dziewczyną, czasem zagubioną, zlęknioną, czasem radosną, nawet nieco roztrzepaną. Po wstąpieniu na tron najważniejsze było dla niej dobro królestwa, poświęcała się temu całkowicie. Niejednokrotnie podejmowała ogromne ryzyko, aby wypełnić swoją misję.

Portret ślubny Izabeli i Ferdynanda
Ważnym wątkiem w książce, jest miłości Izabeli i Ferdynanda Aragońskiego, wielkiej, romantycznej, choć także trudnej i nie tak do końca bezinteresownej. W powieści Ferdynand przedstawiony jest jako mąż, w którym Izabela miała ogromne wsparcie, który kochał żonę, popierał jej wybory, ale też nie pozostawał bez wpływu na nią. 



Krzysztof Kolumb przed Ferdynandem i Izabelą
W powieści nie zabrakło również wątku sponsorowania wypraw Krzysztofa Kolumba. Podróżnika w którego powodzenie niewielu wierzyło. Ale Izabela uwierzyła. Być może dlatego, że ona tak samo jak Kolumb wiele lat cierpliwie czekała aby osiągnąć sukces.




„Nie wiem co odkryje Kolumb. Jednego jednak jestem pewna: wróci. Jesteśmy podobni, nawigator i ja. Wiele lat temu nikt nie wierzył, że zostałam stworzona do rzeczy wielkich.
A teraz jestem Izabelą, królową Hiszpanii.”



C. W. Gortner
„Przysięga królowej...” to nie jest źródło historyczne, niektóre fakty są pozmieniane, przystosowane do wizji autora. Jednak większość wydarzeń miała miejsce, niemal wszyscy bohaterowie istnieli naprawdę, i tak właśnie mogły układać się ich losy. Uwielbiam ten sposób przedstawiania historii, zwłaszcza gdy dotyczy ona niezwykłych postaci, a ponadto wiąże się z tym zarówno motyw romansu jak i kryminału. Miejscami wzrusza, a niekiedy trzyma w napięciu.  
Polecam miłośnikom powieści historycznych, wszystkim zainteresowanym wielkimi władcami, ale też czytelnikom lubującym się w dobrych książkach z duszą. Książka bardzo mi się podobała. W planach mam już kolejne tego autora, w tym "Ostatnią królową", traktującą o córce Izabeli Kastylijskiej, Joannie zwanej Szaloną.

Wyzwania:  Klucznik
 
Źródła zdjęć i fotografii:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Izabela_I_Kastylijska 
http://lubimyczytac.pl/autor/36518/christopher-w-gortner

wtorek, 7 października 2014

"Gwiazd naszych wina" - John Green



„GWIAZD NASZYCH WINA”
("The fault in our stars")
John Green
Tłumaczenie Magdalena Białoń - Chalecka
Wydawnictwo Bukowy Las
 Str. 320
Moja ocena: 4,5/6


Uważam, że każdy może decydować jak przedstawiać swoje smutne historie, a my postanowiliśmy przedstawić naszą na wesoło”

Naczytałam się wielu pozytywnych opinii o tej powieści. Jednak długo nie mogłam się zdecydować, czy na pewno chcę ją przeczytać. Dlaczego? Ponieważ się bałam. Bałam się poruszanego w niej tematu oraz wszystkich emocji, jakie wyzwala. Tak właśnie. Mogę czytać najbrutalniejsze thrillery, najbardziej mrożące krew w żyłach horrory, ale kiedy rzecz dotyczy umierających na raka dzieciaków, po prostu wymiękam. Co więc sprawiło, że sięgnęłam jednak po „Gwiazd naszych wina”? Zwykła ludzka ciekawość? Nie wiem, po prostu postanowiłam zmierzyć się z tym wyzwaniem. 

I przeczytałam.

Pierwsze co przyszło mi na myśl po skończonej lekturze, to przeświadczenie, że już kiedyś spotkałam się z podobną historią. Bo w moim odczuciu „Gwiazd naszych wina” to trochę „Love story” dla współczesnych nastolatków. 

Hazel i Augustus są młodzi i spragnieni życia, jak to nastolatkowie. Są w sobie zakochani, chcą razem spełniać marzenia i stanowią dla siebie podporę w ciężkich chwilach. A tych im nie brakuje ponieważ Hazel i Augustus są chorzy na raka. Nie mają wielu przyjaciół. Właściwie mogą liczyć tylko na siebie i ewentualnie znajomych, którzy mierzą się z tą samą chorobą i tak jak oni uczęszczają na spotkania grupy wsparcia. 

Autor stworzył ciepłą i mądrą historię, choć o umieraniu. Narratorką jest Hazel, to jej oczami czytelnik przygląda się potrzebom i uczuciom młodych ludzi walczących z tym demonem dzisiejszego świata jakim jest z choroba nowotworowa, oraz związanym z tym następstwami. I chodzi nie tylko o walkę z rakiem z medycznego punktu widzenia, ale przede wszystkim o walkę o normalność. Bo każde z tych dzieci chciałoby żyć tak jak ich rówieśnicy, choć na chwilę zapomnieć o swojej inności. Ale świat im tego nie ułatwia, ludzie unikają, nie potrafiąc odnaleźć się w towarzystwie kogoś, kto w najmniejszym stopniu odstaje od normalności. 

„Gwiazd naszych wina” traktuje o miłości, o śmierci, o zwątpieniu i zrozumieniu, a także o pewnym pogodzeniu się z własnym losem i czerpaniu z życia choćby najmniejszych radości. To literacka fikcja, ale na świecie żyje niejedna Hazel i niejeden Augustus – nastolatkowie, których marzenia są tak bardzo przyziemne. Bo oni chcą po prostu żyć.

Być może trochę się zagalopowałam w wyciąganiu wniosków, ale odniosłam wrażenie, że „Gwiazd naszych wina”, która to powieść skierowana jest głównie do młodego czytelnika, to nie tylko wyciskającą łzy romantyczna powiastka, ale w pewnym sensie apel młodzieży zmagającej się z chorobą; „pozwólcie nam żyć normalnie, bo my jesteśmy normalnymi ludźmi i też mamy prawo do szczęścia”.  

Tak jak się spodziewałam, nie było mi łatwo czytać tę książkę. I nie było łatwo o niej napisać. Ale nie żałuję. Z pewnością pozostanie ona w mojej pamięci, aczkolwiek raczej już do nie wrócę, podobnie jak do „Love story”, które oglądałam raz i wystarczy. Jeżeli natomiast Wy, lubicie książki o miłości, przy których można sobie popłakać, zachęcam, bo jest to jedna z ciekawszych pozycji w tej kategorii.


A może zainteresuje Was też:
> Informacje o autorze:
http://pl.wikipedia.org/wiki/John_Green_%28autor%29
http://johngreenbooks.com/

> ekranizacja:
http://www.filmweb.pl/search?q=gwiazd+naszych+
> i coś do posłuchania: