Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Str. 201-300. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Str. 201-300. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 grudnia 2014

"Bieguni" - Olga Tokarczuk

 "Bieguni"
Olga Tokarczuk
Wydawnictwo Literackie
2007
ISBN 978-830-803-98-61
Str. 296
Moja ocena: 4/6

Bieguni (strannicy) to odłam staroobrzędowców, którzy wierzyli, iż aby ratować dusze przed Antychrystem, człowiek musi wyzbyć się swej tożsamości i pozostać w nieustannej podróży.

"Bieguni" Olgi Tokarczuk to najbardziej niezwykła powieść drogi, jaką dane mi było przeczytać. Bohaterowie to ludzie, dla których podróż była celem, sposobem życia lub koniecznością. Jedni podróżowali dla przyjemności poznawania nowych miejsc, kultur, tradycji inni przed czymś uciekali lub próbowali odnaleźć swoje miejsce na ziemi. 

Drugim, ważnym aspektem tej książki była podróż do ludzkiego ciała. Przy czym nie tylko w pojęciu metaforycznym. Autorka poruszyła bowiem bardzo intymny, często zakazany temat ciała po śmierci, ale także zwróciła uwagę na wszelkie ułomności, wynaturzenia. Tokarczuk nie skupia się na pięknie ciała, ale przede wszystkim na tym co inne, nienaturalne, czy po prostu brzydkie.

"Bieguni" to powieść, która daje możliwość poznania podstaw filozofii podróżowania. Pomaga zrozumieć potrzebę ludzi do bycia w ciągłym ruchu i niechęć do stagnacji.  

To niezwykła powieść, która zabrała mnie w podróż mimo iż nie ruszyłam sie z fotela. Po prostu magia. 

I wreszcie "Bieguni" to refleksyjna, wymagająca skupienia historia. Olga Tokarczuk po raz kolejny zaserwowała mi szczere, bezpośrednie i bardzo intymne zagłębienie się w tajniki ludzkiego umysłu i ciała. 

Wyzwania: Klucznik, Wyzwanie biblioteczne
 

czwartek, 12 czerwca 2014

"Szósty" - Agnieszka Lingas - Łoniewska



„SZÓSTY”
Agnieszka Lingas – Łoniewska
Wydawnictwo Replika
Wydanie I elektroniczne 2012
ISBN 978-83-7674-954-9
Str. 258
Moja ocena 4/6

Kryminalny romans? Romantyczny kryminał? Dziś chciałabym podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami na temat „Szóstego” Agnieszki Lingas-Łoniewskiej.

Po raz pierwszy wpadają na siebie w pewnej restauracji, po raz drugi los łączy ich drogi w traumatycznych okolicznościach w szpitalu. Jednak dopiero sześć lat później przyjdzie im się poznać i pokochać.

Marcin Langer, szef Śląskiej Grupy Śledczej rozpracowuje sprawę seryjnego mordercy, który za cel obiera sobie zielonookie blondynki. Wszystkie ofiary zostały zamordowane szóstego dnia od zaginięcia. Poza tym nic ich nie łączy, a sprawca nie pozostawia po sobie żadnych śladów z wyjątkiem jednej krótkiej  wiadomości;

„W szóstym dniu Bóg stworzył człowieka – mężczyznę i kobietę. W szóstym dniu… odbiorę Ci życie, bo ja jestem Twoim bogiem…”

 Sprawa jest niezwykle skomplikowana. Langer postanawia ściągnąć do pomocy najlepszego profilera. W ten sposób w jego biurze pojawia się piękna aspirant Alicja Szymczak. Pierwsze spotkanie będzie dla obojga niemałym szokiem, bo, choć właściwe się nie znają, to jednak żadne nie może oprzeć się wrażeniu, że już kiedyś się spotkali. Między Marcinem i Alicją niemal od razu zaiskrzy. Oboje poczują, że połączyło ich coś znacznie więcej, niż zwykły pociąg fizyczny. Zawirowania życia prywatnego będą musieli pogodzić z trudnym i wymagającym śledztwem. Bezwzględny przestępca, nazwany przez policjantów „Szóstym”, pozbawia życia kolejne ofiary. Wydaje się być nieuchwytny. Langer i Szymczak wraz z całym zespołem zwierają szeregi walczą z czasem aby uratować następną porwaną.

Równocześnie z przeżyciami głównych bohaterów, śledzimy losy tajemniczego mordercy oraz jego ofiar. Powoli poznajemy tego mężczyznę i z każdym fragmentem dowiadujemy się więcej o motywach jego postępowania. Szósty jest nie tylko pewny siebie, ale wręcz uważa siebie za boga. Ma swoją religię i swoją misję.

„Na razie był… nietykalny. Nie do wytropienia. Nie do złapania. Bo był cholernie inteligentny. I sprytny. Bo był pierdolonym geniuszem. Bo był… boski… Tylko tyle i aż tyle… I miał swoją misję do wykonania.”

„Szósty” to moja pierwsza styczność z twórczością Agnieszki Lingas – Łoniewskiej. Do tego tytułu skusiły mnie bardzo pozytywne opinie, a ja obok dobrych kryminałów nie mogę przejść obojętnie. Tymczasem, kiedy tylko zaczęłam czytać coś mi podpowiedziało, że to chyba nie zupełnie będzie mój ulubiony klimat. Ale po kolei.

Fabuła mało oryginalna, aczkolwiek zdarza się, że nawet oklepane tematy przedstawione w ciekawy sposób mogą zaskoczyć. Niestety w tej książce trochę za mało elementu zaskoczenia.
Powieść zawiera wątek kryminalny i wątek romantyczny. Dobrze by było gdyby były one bardziej zrównoważone. Tymczasem przez pierwszą połowę miałam wrażenie, że czytam zwykłą obyczajówkę. Jak dla mnie było trochę zbyt ckliwie i trochę nierealnie. Irytowały mnie naciągane zbiegi okoliczności. Do tego chyba do końca życia nie zapomnę jakiego koloru oczy miał Marcin, bynajmniej nie dlatego, że mnie urzekł, ale dlatego, że niemal na każdej stronie autorka o tym arcyważnym fakcie przypominała. Nie będę ukrywać, że drażni mnie takie idealizowanie i nieustanne podkreślanie perfekcji bohaterów. Wolę ludzi… hmm, cóż, bardziej ludzkich. 

Powyższe składa się, według mnie, na największe minusy powieści. Trzeba jednak podkreślić, że zawiera ona wnikliwe i bardzo dobrze przedstawione uczucia i emocje poszczególnych bohaterów. Podobało mi się, że autorka dała czytelnikowi możliwość przyjrzenia się sprawie z dwu, a nawet trzech stron; śledczych, mordercy oraz jego ofiar. Nie mogę też zarzucić powieści zupełnego braku akcji, która rozwija się mniej więcej w połowie i prowadzi do dość przewidywalnego ale logicznego rozwiązania.  Ponadto książka napisana jest łatwym i przyjemnym stylem. 

Cóż, jestem może nieco wybredna, ale czytając konkretną książkę nastawiam się z góry na to, że pochłonie mnie ona bez reszty i oderwie od rzeczywistości, że spowoduje silniejsze bicie serducha. „Szósty” nie usatysfakcjonował mnie w pełni, ale nie jest to zła lektura. Powiedziałabym, że to taki typowo kobiecy kryminalik.   Mnie osobiście spora dawka romantyzmu nieco w całej historii przeszkadzała, ale jeżeli lubicie powieści o miłości, o pięknych książętach i nie do końca bezbronnych księżniczkach, okraszone scenami rodem z kryminalnego serialu, „Szósty” może Wam się spodobać.  

Wyzwania:
http://miqaisonfire.wordpress.com/wyzwanie-kryminalne/



środa, 11 czerwca 2014

"Lot nad kukułczym gniazdem" - Ken Kesey



„LOT NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM”
(„One flew over the cuckoo’s nest”)
Ken Kesey
Przekład Tomasz Mirkowicz
Państwowy Instytut Wydawniczy
Warszawa 1981
ISBN 83-06-00569-4
Str. 295
Moja ocena 5/6

Z niewiadomych powodów, wiele lat żyłam w przekonaniu, że „Lot na kukułczym gniazdem” to jakieś ckliwe romansidło. No naprawdę :) Z tego też powodu nie interesowałam się ani książką, ani tym bardziej jej ekranizacją. Aż w końcu przejrzałam na oczy. A tu taka historia !!!

„Milczałem tak długo, że wypłynie to ze mnie z hukiem wezbranej wody, a wy pewnie pomyślicie, że facet, który to opowiada bredzi, cholera i majaczy; pomyślicie, że to wszystko jest zbyt straszne, żeby mogło się wydarzyć naprawdę, zbyt potworne, żeby było prawdziwe! Zrozumcie proszę, że trudno mi jest zachować jasność myśli, kiedy do tego wracam. Ale to wszystko prawda, nawet jeśli nie miało miejsca.”

Życie w pewnym szpitalu psychiatrycznym w USA, jest podporządkowane zasadom wprowadzanym przez siostrę Ratched. Wszystko ma swój czas i miejsce. Wszelkie odchylenia od normy są natychmiast eliminowane. Pacjenci bezwolnie poddają się temu ładowi. Każdy żyje w przekonaniu, że taki stan rzeczy utrzymywany jest dla ich dobra. Jeżeli ktoś łamie reguły, może trafić na „wstrząsówkę” lub na oddział furiatów, a tego nie chce nikt. Cały system działa jak w zegarku do czasu pojawienia się na oddziale nowego pacjenta, McMurphyego awanturnika i hazardzisty, który aby uniknąć więzienia i ciężkich robót, postanawia udawać chorobę psychiczną, licząc na „przyjemne”, nie wymagające wysiłku odbycie swojej kary w szpitalu. Nowy, wprowadza w życie oddziału chaos i bałagan, bawiąc się przy tym przednio. Pozostali pacjenci, z początku nieufni, wkrótce coraz śmielej przyłączają się do jego nietuzinkowych działań. Dochodzi do buntów i łamania regulaminu, a to bardzo nie podoba się siostrze Ratched. Wkrótce McMurphy przekona się, że ta kobieta ma w swoich rękach większą władzę niż się spodziewał. To ona zadecyduje czy mężczyzna w ogóle kiedykolwiek będzie jeszcze wolnym człowiekiem. Czy bohater ugnie się pod pręgierzem Wielkiej Oddziałowej czy też pozostanie wierny własnym przekonaniom?

Wstrząsająca historia od której nie mogłam się oderwać, klimatem i troszkę tematyką przywodząca mi na myśl „Skazanych na Shawshank” Stephena Kinga, tyle że w „Locie…” rzecz dzieje się nie w więzieniu a w szpitalu psychiatrycznym. Mamy tu przeciwstawione sobie dwa światy – Kombinatu, wprowadzającego ład i zasady rządzące światem na zewnątrz, oraz ludzi, którzy nie potrafią, lub nie chcą się temu podporządkować, czyli pacjentami szpitala. Przedstawicielką Kombinatu w szpitalu jest Wielka Oddziałowa, siostra Ratched, pozornie uosobienie dobrej cioteczki, w rzeczywistości skrywana pod maską tyranka. Zadaniem siostry Ratched jest pilnowanie ustalonego porządku i przywrócenie zagubionych mężczyzn do prawidłowego funkcjonowania w nienagannym świecie, o ile to oczywiście możliwe.

„Jesteśmy tu przyjacielu ofiarami matriarchatu, a lekarz jest równie bezsilny jak my wszyscy.”

Co się dzieje gdy nagle w trybach tej idealnej maszyny pojawia się zgrzyt? Rozpoczyna się walka, w której stawką jest honor człowieka a nawet życie.

Naszym przewodnikiem po tym dziwnym świecie jest jeden z pacjentów, pół Indianin, zwany Wodzem lub „Szczotą” Bromdenem, który udaje głucho-niemego, dzięki czemu poznaje wiele sekretów personelu szpitala.

„Lot nad kukułczym gniazdem” to dla mnie 295 stron (czemu tak mało?) wciągającej i pasjonującej przygody. W tej książce wszystko jest ciekawe, nawet posłowie, z którego dowiadujemy się skąd autor czerpał inspirację. Sam był sanitariuszem na oddziale szpitala psychiatrycznego i kilka postaci z rzeczywistości przeniósł na karty swej powieści. Poza tym aby jak najlepiej oddać przeżycia i nastroje pacjentów, niektóre fragmenty ponoć pisał po LSD, a nawet poddał się zabiegowi elektrowstrząsów. To się nazywa poświęcenie sztuce :). Faktycznie, w książce przewijają się pomiędzy realistycznymi zdarzeniami, także psychodeliczne wizje. W niektórych fragmentach można się lekko zagubić, co jednak według mnie przydaje tej powieści autentyczności, pozwala wejść w położenie pacjentów szpitala psychiatrycznego, w ich specyficzny świat, oraz zrozumieć lepiej niektóre zachowania. Odczucia niesamowite. 

„Lot nad kukułczym gniazdem” to wspaniały klasyk, pełen emocji i wartościowych przekazów, wobec którego żaden szanujący się mól książkowy nie powinien przejść obojętnie.

Wyzwania: 
http://basiapelc.blogspot.com/p/czytam-literature-amerykanska.html




czwartek, 15 maja 2014

"Niepamięć" - Krzysztof Kotowski



„NIEPAMIĘĆ”
Krzysztof Kotowski
Wydawnictwo Cat Book 2009
ISBN 978-83-928224-6-2
Str. 238
Moja ocena 5/6

Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o niesamowitej książce, która wpadła mi w ręce w czasie ostatniej wizyty w bibliotece. 

„Wow” – moja pierwsza myśl już po kilku stronach powieści. Kolejne „wow”, kiedy okazało się kim jest narrator. I ten efekt „wow” trzymał mnie już do samego końca, który według mnie nastąpił o wiele za szybko. Przejdźmy jednak do tego, o czym w ogóle jest „Niepamięć”?

„Tak wiele cieni błądzi wielkimi ulicami, tyle jest chłodu i lęku. Ludzi, w których tkwi jak w pułapce drewniana, mdła dusza. Drepczą po ziemi bez celu.”

Komisarz Patryk Skalferin, od czasu próby samobójczej dostaje jedynie błahe sprawy. Teoretycznie uczęszcza do psychologa oraz jest pod stałym nadzorem zwierzchników. Obecnie zajmuje się tajemniczym zniknięciem starszej pani. Szukając jakiegokolwiek śladu, trafia do sąsiadki zaginionej, siedemdziesięcioletniej Anny. Samotna, znużona życiem i monotonnym oczekiwaniem na śmierć kobieta, postanawia pomóc policjantowi rozwiązać zagadkę. Wkrótce w mieszkaniu poszukiwanej staruszki pojawia się jej wnuczka, Sonia. Zachowanie dziewczyny jest dość podejrzane. Skalferin postanawia zlecić śledzenie młodej kobiety. On sam wraz z Anną udają się do mężczyzny, który wynajmował mieszkanie zaginionej. Niebawem funkcjonariusz obserwujący Sonię zostaje zamordowany, podobnie właściciel mieszkania. Sytuacja staje się coraz bardziej zawikłana. Do tego okazuje się, że ktoś taki jak Sonia… nie istnieje. Przełożony Patryka zaczyna mieć podejrzenie, że komisarz pogrąża się w coraz większym szaleństwie i postanawia odebrać mu sprawę. Od tej pory Skalferin – niedoszły samobójca i niezwykle bystra starsza pani podejmują się odkrycia prawdy na własną rękę. Efekty ich śledztwa okażą zaskakujące i wstrząsające.

Już sam opis z okładki sugeruje, że nie będzie to zwykły kryminał. Ale doświadczenie nauczyło mnie, że z tymi opisami różnie bywa. W tym przypadku jednak się nie zawiodłam. „Niepamięć” to wciągająca powieść od której nie można się oderwać. Zaledwie 238 stron i znakomicie skonstruowana fabuła powoduje, że pochłania się ją w mgnieniu oka. Ale wrażenia pozostawia na długo.

To co nie wszystkim może się spodobać, choćby wielbicielom typowych kryminałów, to to, że „Niepamięć” zawiera elementy nierealistyczne. Dla mnie wręcz przeciwnie, zaostrzyło tylko smak potrawy. Dziwić może trochę też fakt, że policjant właściwie bez żadnych problemów godzi się zaangażować w niebezpieczną sprawę staruszkę, ale przecież ów policjant ma za sobą ciężkie przeżycia, więc wiele można mu wybaczyć. 

No i jeszcze ciekawy zabieg autora, narrator. Obserwatorem wszystkich zdarzeń i jednocześnie narratorem jest mąż Anny. Cóż w tym dziwnego? To, że mężczyzna od ponad roku nie żyje. Chcecie więcej? Nie czekajcie, sięgajcie po tę niezwykłą książkę, która jest kolejnym dowodem na to, że polskie wcale nie znaczy gorsze. Ja na pewno będę poszukiwać innych książek pana Kotowskiego. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

Wyzwania: 
http://mkczytuje.blogspot.com/p/wyzwanie-biblioteczne.html?showComment=1393522357878