Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seryjni mordercy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seryjni mordercy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 czerwca 2016

"Nic oprócz strachu" - Magdalena Knedler

"Nic oprócz strachu"
Magdalena Knedler
Wydawnictwo Czwarta Strona
Str. 563
Moja ocena 4/6
 
Po lekturze poprzedniej książki Magdaleny Knedler, "Pan Darcy nie żyje ", byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Nie mówię, że powieść w każdym aspekcie idealna, ale wydała mi się taka świeża, odmienna od tego co do tej pory czytałam. Naprawdę ciekawa.

Dlatego do kolejnej powieści autorki podeszłam z dużym entuzjazmem i nadzieją na kolejne nowe doznania. No i co się okazało?  Że jednak trzeba przed rozpoczęciem lektury chłodzić emocje, bo można się gorzko rozczarować.  Z "Nic oprócz strachu" tak źle nie było. Ale bezkrytyczna nie będę.

Anna Lindholm jest Polką.  Pochodzi z Helu. Jednak sytuacja rodzinna przyczyniła się do decyzji o emigracji. Anna wychodzi za mąż za dobrze sytuowanego Vidara i zamieszkuje z nim w Szwecji. Tam też wstępuje do policji, gdzie daje się poznać jako profesjonalistka, zwłaszcza wsadzając za kratki seryjnego mordercę zwanego Narcyzem.

Życie Anny wydaje się idealne. Aż do wypadku, z którego ona i Vidar ledwo uchodzą z życiem. Bohaterka nie ma większych obrażeń, jednak jej mąż zostaje sparaliżowany do końca życia. To wydarzenie kładzie się cieniem na małżeństwie Lindholm. Tym bardziej, że w atrakcyjnej pani inspektor zakochany jest jej partner z pracy Ingvar. Jak się okazuje, nie bez wzajemności. Wszystko dodatkowo komplikuje podejrzenie, że za wypadkiem może stać Narcyz, odsiadujący wyrok w więzieniu. Pojawia się pytanie, czy zbrodniarz ma na wolności pomocnika, przez którego zamierza mścić się na Annie? Tymczasem niejasne sytuacje mnożą się, a wkrótce przybywa też trupów. Anna będzie musiała znaleźć niejedną odpowiedź miotając się w uczuciach, ratować bliskich przed psychopatą, oraz zmierzyć z przeszłością wracając do rodzinnego Helu.

Zapętlone, kryminalne zagadki i umiejętne zwodzenie czytelnika to coś co lubię w dobrej powieści kryminalnej. Jeżeli autor dodaje do tego zrównoważony i przemyślany wątek obyczajowy, też jest dobrze. A jak jeszcze znajdzie się miejsce dla humoru to już niemal ideał. Kryminał-obyczajówka-troszeczkę humoru, to bardzo krótka charakterystyka "Nic oprócz strachu". Na początek kilka minusów, aby na koniec pisać już tylko pozytywne rzeczy.

Przede wszystkim zabrakło mi oryginalności. No chyba, że faszerowane wszystkich dookoła arszenikiem w XXI wieku można zaliczyć do mordów oryginalnych. Faktycznie, we współczesnych kryminałach nie jest to ulubione "narzędzie" zbrodni. Po krótkim przemyśleniu sprawy dochodzę do wniosku, że w tej kwestii czepiam się za bardzo. Przyznaję, że ta historia, zagadka i jej rozwiązanie (chociaż trochę kombinowane) mocno mnie wciągnęły. Zatem kwestie oryginalności zostawiam otwartą. Zależy kto co już czytał i z czym się zetknął.

Druga sprawa to bohaterowie. Od samego początku żywiłam raczej chłodne uczucia wobec Anny, chociaż jej zachowanie mogły usprawiedliwiać przejścia związane z wypadkiem, a także byle jakie dzieciństwo. Poza tym na koniec zrehabilitowała się w moich oczach i sensownie doprowadziła sprawę do końca.

Znacznie mniej przyjemną postacią i ogólnie niezmiernie irytująca osobą okazał się Ingvar z tymi swoimi ziółkami i wiecznym zamartwianiem się o główną bohaterkę. Ja rozumiem,  przystojny, troskliwy, dbający o siebie, nic tylko trzeba się zakochać. Ale szczerze mówiąc, ja bym takiego natręta raczej przepędziła dla spokoju świętego. Co poradzę, nie w moim typie. I tyle. Do tego stopnia mnie wkurzał, że kibicowałam Lajonowi żeby mu tę "Anę" odbił. 

No właśnie Lajon, jakoś z tymi bohaterami nie od początku się dogadywałam, ale prędzej czy później większość budziła moją sympatię. A Lajon i Lempi trochę doprawiali fabułę. Tylko że znowu małe "ale". No bo, "Lajon"? Serio? Takim trochę pseudo z gimnazjum mi zaleciało (nie obrażając gimnazjalistów). Już mogliby do dorosłego faceta mówić jakoś normalniej. W ogóle z przykrością muszę stwierdzić, że niektóre dialogi też przypominały żywcem wzięte ze szkolnych korytarzy. Taki przykład:
"- O nie! Ja wyjeżdżam! To jasne, że nie jestem tu mile widziany. Już mi twój facet fuckera pokazał, a teraz jeszcze ty!!! -Pokazałeś mu fuckera? - Anna szarpnęła Ingvara za ramię. -Jak mogłeś!!! on jest tu gościem! - Ale ty mogłaś! - oburzył się Ingvar. - Bo to mój gość, mogę z nim robić co chcę."
Miało być śmiesznie? Mnie nie rozbawiło specjalnie. Na szczęście nie wszystkie rozmowy stały na tak niskim poziomie bo chyba bym szybko książkę odłożyła.
Poza tym liczbę "*urw" zredukowałabym co najmniej o połowę. Wiem, kryminał, morderstwa napięta sytuacja, ale "Psy" to to nie są i szczerze mówiąc jakoś mi w klimacie tej powieści nie leżało. Do głównej bohaterki nie przystawało.

To chyba tyle co miałam do powiedzenia w temacie minusów. Niedużo, prawda? :)

Teraz mocne strony. Szybko zaczęłam podejrzewać kto stoi za zbrodniami. Pozostawało jeszcze pytanie, dlaczego? A to już była zagadka. Jak się okazało dość skomplikowana. Naciągane?  Może. Mi nie przeszkadzało. W sumie wszystko wyjaśnione jak należy. Za to autorce należy się duży plus.

Finalna postawa głównej bohaterki, a także samo zakończenie, takie troszeczkę niedopowiedziane, też mi się bardzo spodobało.

Styl autorki, pomijając wspomniane powyżej szczegóły,  jest całkiem do przyjęcia. Wydaje mi się,  że na powieść Magdaleny Knedler nie będą się rzucać mężczyźni. Jeśli już to nieliczni. To książka adresowana raczej do kobiet,  nawiązująca stylem trochę  do Nory Roberts. Tak mi się skojarzyło, są przestępstwa,  jest romans, jakaś tajemnica z przeszłości. Bardzo podobne doświadczenia miałam z prozą amerykańskiej autorki.

"Nic oprócz strachu" w skrócie podsumowałabym tak, wątek kryminalny może być, a nawet całkiem dobry. Obyczajowy nieco kuleje, trochę męczący, trochę za bardzo zaciągający romansidłem.

I to tyle co mi przychodzi na myśl.  W gruncie rzeczy książka warta przeczytania. Jeżeli zainteresowała Was fabuła i nie boicie się drobnych błędów (w sumie to co mnie razi, komuś innemu może się wydać zaletą), sięgnijcie po "Nic oprócz strachu".
Ja raczej nie będę miała żadnych oporów żeby sięgnąć po kolejną powieść pani Knedler.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

"Ofiara losu" - Camilla Lackberg

"Ofiara losu"
("Olycksfageln")
Camilla Lackberg
Przekład Inga Sawicka
Cykl: Czarna Seria
 Wydawnictwo Czarna Owca
Warszawa 2014
 Liczba stron: tom 1 - 237str
                          tom 2 - 289 str
Moja ocena: 3/6

lubimyczytac.pl:

Policja w Tanumshede bada wypadek samochodowy. To, co wygląda na tragiczne zdarzenie bez śladów niecnych intencji, okazuje się czymś całkowicie innym. Kiedy dochodzi do kolejnego, równie tajemniczego zdarzenia, pojawia się hipoteza - a jeśli ofiary obu wypadków zamordowano? Policja w Tanumshede ma pełne ręce roboty, tym bardziej, że w mieście kręcony jest telewizyjny reality show. Obecność kamer podsyca konflikt między „gwiazdami” i miejscową społecznością. Czy zabójca kryje się w małej grupie głodnych mediów ludzi współpracujących z programem? Patrik Hedström ma problem z tą sprawą. Jednocześnie zajęty jest przygotowaniami do zbliżającego się ślubu z Ericą. Czas i wysiłek poświęcony na planowanie tego wydarzenia przeradza się we frustrację i stres. Napięcie jest tym większe, że u Patrika i Eriki mieszka jej siostra Anna z dziećmi. Niełatwo jest poradzić sobie z drobnymi kompromisami codziennego życia i ściganiem zabójcy, co widać szczególnie wyraźnie, kiedy Erica zaczyna podejrzewać, że Anna interesuje się całkowicie nieoczekiwanie jedną z osób z kręgu jej przyjaciół...  

Moim zdaniem:
Camilla Lackberg stanowi dla mnie pewną zagadkę. Czytam różne opinie o jej twórczości. Jedni wypowiadają się pochlebnie, inni wręcz przeciwnie. Umiejscawiam się gdzieś po środku. 
To już czwarta część serii o Erice i Patriku. Czwarta część za mną. Idę po kolei. I czuję się trochę jak na rollercoasterze. Po nie takiej najgorszej "Księżniczce z lodu"  nastał totalnie do niczego "Kaznodzieja". Wszystko podane na tacy niemal od samego poczatku i nudne jak flaki z olejem. Dalej był "Kamieniarz", już nieco lepiej, historia ciekawsza i nie od razu zorientowałem się kto? Po co? I dlaczego? I tak doszłam do "Ofiary losu". 

Jak zwykle u Lackberg mieszają się wątki kryminalne i obyczajowe. Te pierwsze moim zdaniem są o wiele ciekawsze i głównie dla nich brnę w kolejne historie. Aczkolwiek w niemały podziw wprawia mnie funkcjonowanie posterunku policji w Tanumshede.  Jakim cudem przy takim podejściu policjantów do pracy, "bystrości" ich umysłów i poziomie wiedzy ogólnej, wszystko względnie funkcjonuje. Udaje im się nawet rozwiązywać kryminalne zagadki i trafnie typować sprawców.  Jedyną podporą stróżów prawa w tym miejscu jest Patrik Hedström. Główny bohater niestety ma na głowie nie tylko trzymanie w kupie swych leniwych, mało inteligentnych, próżnych współpracowników, ale także wiecznie marudzącą, rozchwianą emocjonalnie partnerkę (matkę swego dziecka i wkrótce żonę) Erikę, która ma siostrę Annę, i tu byłam pozytywnie zaskoczona, bo ta siostra wreszcie ogarnęła (ykhm - kto zna ten wie o co chodzi, innym nie zdradzam) swoje życie i w mych oczach urasta do rangi jednej z ciekawszych bohaterek serii. No może się zagalopowałam.

Wróćmy do wątku kryminalnego. Pomysły pani Lackebrg są bardzo dobre. Fajne jest to, że mają cechę wspólną. Taki znak rozpoznawczy. Wszystkie zbrodnie mają źródło w przeszłości. Czytelnik poznaje przeszłość równolegle do współczesnych wydarzeń. I choć moje podejrzenia co do sprawcy były słuszne, nie czułam zawodu ani niedosytu w tej kwestii (jak to było w przypadku "Kaznodziei"). Mimo wszystko im dalej posuwam się w tej serii, tym częściej towarzyszy mi uczucie, że autorka skupiła się na ilości, jakość pozostawia wiele do życzenia. Wątki są trochę mało dopracowane i niepotrzebnie przerywane taką mnogością życia prywatnego bohaterów. Chociaż to tylko moja subiektywna opinia, bo domyślam się, że celem autorki było, poza kryminalną warstwą, także budowanie historii życia, związku i rodzinnych przejść Eriki i Patrika. No dobrze, niech będzie, ale... 

Mnie nie urzeka ani historia (chociaż ta dopiero odkryje się przede mną) ani postać Eriki. Jest wręcz irytująca.  Szkoda bo Patrika nawet polubiłam i uważam, że przydałaby mu się ciekawsza towarzyszka życia.  Ale trudno, tak wybrał,  niech się męczy :D. 
Skoro już dotknęłam  wątku obyczajowego, chwilę o nim, bo na więcej szkoda czasu. Jest zły, niedopracowany, nudny. I za dużo tego wszystkiego w całej historii. Rozumiem rodzinne sprawy Hedströma. Nawet historia Anny, siostry Eriki, ma swój sens i miejsce, ale już żałosne życie Bertila Mellberga, to jakaś totalna pomyłka. Nic nie wnosi do fabuły, rozprasza okropnie a samego szefa policji stawia w nie najlepszym świetle. Dziwny, naiwny a przy tym zadufany w sobie człowiek.  Nie wzbudza ani szacunku, ani współczucia. "Trudne sprawy" z "Ukrytą prawdą" na zmianę. 
 
Szczerze mówiąc z wyjątkiem Patrika żadna postać,  nawet przestępcy, nie wyróżniają się szczególnie. Biorąc pod uwagę mnogość bohaterów w każdej części dość kiepsko to wygląda. 

Namarudziłam się, to teraz trochę o plusach. Już pisałam, że sprawca zbrodni w każdej części ma jakieś problemy w przeszłości, co popycha go na złą drogę. I to mi się podoba. Czytelnik ma szansę wkraść się do umysłu mordercy, lepiej go poznać i zrozumieć, lub nie, motywy jego postępowania. Te fragmenty stanowią najmocniejsze punkty powieści. 

Pozostaje mi jeszcze popastwić się nad stylem autorki. Nic wyszukanego. Nic, co mogłoby specjalnie nadwyrężyć umysł. Powiedziałbym, że to takie pisaninki na granicy grafomanii. Za ostro? Być może, ale te książki czyta się trochę jak szkolne wypracowania. Schematyczne do bólu i nasycone irytującymi wstawkami typu "coś zauważył, ale mu umknęło". No może coś umknąć raz czy dwa, ale bohaterom powieści non stop się przytrafia. Umysłów lotnych tam brak. Naprawdę jestem pod wrażeniem, że te zagadki w końcu zostają rozwiązane. 

Pokuszę się o stwierdzenie, że ten prosty styl autorki to atut. Książkę czyta się szybko. Jest dużo dialogów, akcja własnym tempem, ale jednak toczy się do przodu. Na krótki relaks, do tramwaju czy autobusu, w przerwie między czymś bardziej wymagającym, lektura w sam raz. Niezobowiązująca i nie kradnąca wiele czasu. 

Czy ten styl i te historie trafią w Wasze gusta? Musicie wyrobić sobie własną opinię.  Nie odradzam powieści Camilli Lackberg bo znam dużo gorsze tytuły. Przez te da się przebrnąć, a niektórzy stawiają je wysoko w rankingach. Cóż, za coś na pewno  pani Lackberg uznanie zdobyła. Sprawdźcie za co, bo czemu nie? Może akurat to Wasza bajka? Ja tam brnę w to dalej, kibicuję Patrikowi i na sto procent nie raz w myślach zrugam Erikę; "ogarnij się kobieto", i szerokim łukiem będę omijać wszystkie nieszczęścia Mellberga. Ale kontynuuję, chociażby ze względu na przeszłość Eriki i Anny. Rozwiązanie zagadki ich tajemniczych rodziców czeka mnie prawdopodobnie już w następnej części. Zatem kiedy tylko stwierdzę przesyt bardziej ambitnych lektur, wracam do Lackberg, jak do narkotyku, bez którego żyć nie mogę. Czy to znaczy, że jestem masochistką? A może jednak ta Camilla faktycznie ma jakąś moc? 
;)



 
Znajdziesz mnie tu:
facebook
instagram
http://fotointerpretacje-magdy.blogspot.com/
 

środa, 25 czerwca 2014

"Cięcie" - Veit Etzold



 „CIĘCIE”
(„Final cut”)
Veit Etzold
Przekład Miłosz Urban
Wydawnictwo Akurat
Warszawa 2014
ISBN 978-83-7758-682-2
Str. 543
Moja ocena 5/6


„W walce dobra ze złem zło znacznie lepiej się bawi.”

 Cięcie to, mocny, trzymający w napięciu thriller Veita Etzolda, o którym ostatnio dużo się mówiło, pisało, czytało. Czas dorzucić swoje trzy grosze. Dałam się porwać. Nie mogło być inaczej. Co jedna recenzja to bardziej kusząca. A jeżeli w grę wchodzi akurat ten gatunek po prostu muszę przeczytać. Zakupiłam, przeczytałam i muszę przyznać, że jak na tak mocno chwaloną i polecaną powieść… faktycznie spełnia oczekiwania.

Już sama pocięta okładka (dosłownie), robi wrażenie. Prosta forma a działa na wyobraźnię. Genialne.

Przejdźmy zatem do fabuły. W „Cięciu” autor przedstawia nam dwa, pozornie zupełnie niezwiązane ze sobą wątki, po pierwsze bezwzględnego i nieuchwytnego mordercy, oraz próbujących go dopaść policjantów, po drugie pewnego kontrowersyjnego reality show oraz jego twórców. 

Zacznijmy od wątku pierwszego. Nadkomisarz Clara Vidalis otrzymuje anonimową przesyłkę, w której znajduje się płyta ze wstrząsającym nagraniem. Kobieta na filmie przekazuje funkcjonariuszce krótką wiadomość po czym tajemnicza osoba podrzyna jej gardło.

„Jestem Jasmin.
Ja już nie żyję, lecz chaos będzie trwał.
Nie jestem pierwsza i nie jestem ostatnia.”


Wkrótce policjantom udaje się ustalić tożsamość ofiary. Okazuje się, że w ostatnim czasie dziewczyna podróżowała po świecie, o czym informowała rodzinę i znajomych na internetowych stronach społecznościowych. Ale kiedy ekipa śledcza zjawia się w jej mieszkaniu, ze zgrozą odkrywają, że Jasmin nie żyje od wielu miesięcy. Znalezione na miejscu ślady, wskazują potencjalnego sprawcę, ale sytuacja okaże się bardziej zawikłana. Kolejne poszlaki nie przynoszą żadnych rezultatów. Zbrodniarz pozostaje nieuchwytny. A tymczasem Clara otrzymuje od tajemniczego mordercy kolejne wiadomości. Kobieta próbuje odnaleźć prawdę wśród gąszczu fałszywych tropów i dowiedzieć się, dlaczego właśnie ją wybrał Bezimienny?
„Tam gdzie inni są tylko cieniami, ja jestem gęstym mrokiem.
Gdzie inni są tylko mordercami, ja ucieleśniam śmierć.
Jestem ponurym kosiarzem.
Jestem agonią i śmiercią.
Jestem Bezimienny.”

 W tym samym czasie Albert Torino wprowadza w życie swój genialny, w jego mniemaniu, projekt innowacyjnego reality show „Shebay”, w którym młode dziewczęta walczą o tytuł miss. Niby żadna nowość, a jednak. O zwycięstwie konkretnej osoby decydują głównie widzowie, a największy szczęściarz, będzie miał okazję spędzić z nowo wybraną miss całą noc wedle własnych pragnień. Program wzbudza kontrowersje, ale zainteresowanie jest ogromne. Torino i jego współpracownicy odnoszą sukces.
„Szekspir mówił, że świat to scena. Dziś rzeczywistość nie jest już sceną, a raczej planem filmowym jakiegoś zwariowanego reality show.”

Dwie historie, które przez większą część powieści biegną własnym torem. W pewnym momencie zaczęłam się nawet zastanawiać, czy jedno z drugim w jakiś sposób się połączy. W końcu się doczekałam, ale szczegółów nie zdradzę.

Muszę przyznać, że czytając „Cięcie” naszło mnie lekkie uczucie irytacji. Dlaczego? Chyba dlatego, że ostatnio mam szczęście do bardzo podobnych motywów w książkach. W niedługim czasie, to już chyba trzecia powieść, w której mamy seryjnego mordercę wplątującego w swoją grę policjantkę, sugerującego związek jego zbrodni z jej przeszłością. Autentycznie, po raz kolejny ten sam schemat. Na szczęście, każda z tych powieści czymś się wyróżnia. Nie inaczej jest z „Cięciem”, które przede wszystkim napisane jest najbardziej brutalnym językiem, jeśli mogę się tak wyrazić. Być może dlatego, że autorem jest mężczyzna? Powiewem świeżości w tej powieści jest wplątanie w akcję bezwzględnego świata telewizji i internetu, który rządzi się własnymi prawami. Internet może zapewnić anonimowość tym, którzy wiedzą jak się w nim poruszać, lub też zdradzić wszystko o konkretnej osobie. To wstrząsające, ale „Cięcie” ukazuje najprawdziwszą prawdę o dzisiejszym świecie zdominowanym przez media.

Veit Etzold stworzył powieść dopracowaną w najdrobniejszym szczególe. Ciężko wskazać jakiekolwiek błędy czy niedociągnięcia. Jeśli nawet takowe były, to całkowicie zamaskował je wciągający styl i trzymająca w napięciu akcja. Nie mam też zastrzeżeń do bohaterów, żadne życiowe niedorajdy, ale pełnokrwiści ludzie, wyposażeni w odpowiadające ich rolom cechy. Kolejny plusem według mnie jest to, jak autor zmyślnie myli czytelnika, nie podając w konkretnych rozdziałach daty wydarzeń. Zwłaszcza na początku nie możemy być pewni czy to o czym czytamy dzieje się teraz, czy miało miejsce w przeszłości. I na zakończenie moich zachwytów - finał, który zmusza do zastanowienia, był happy end, czy jednak nie do końca? Tak czy siak „chaos będzie trwał”. 

„Cięcie” kwalifikuję do bardzo dobrych powieści, które powinien przeczytać każdy fan mocnych wrażeń. Polecam!

Wyzwania: 
http://recenzjeami.blogspot.com/2014/03/wyzwanie-czytelnicze-klucznik.html?showComment=1394119099715#c7615647349564438823

http://hugekultura.blogspot.com/2014/01/wyzwanie-historia-z-trupem.html

środa, 18 czerwca 2014

"Ulubione rzeczy" - S. J. Bolton



„ULUBIONE RZECZY”
(„Now You See Me”)
S. J. Bolton
Przekład Agnieszka Kabala
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2012
Str. 410
Moja ocena 6/6


Jakie są Twoje ulubione rzeczy? Przypomnij sobie. Zrób listę, bo być może, będzie to klucz do rozwiązania zagadki.

„Ulubione rzeczy” – thriller brytyjskiej autorki thrillerów i kryminałów, zmasakrował mnie totalnie. Oczywiście w jak najbardziej pozytywnym sensie. Uwielbiam ten gatunek literacki, a podany w takiej postaci jest po prostu wyborny. 

Kuba Rozpruwacz przez kilka lat siał terror i panikę w XIX – wiecznej Anglii. Nigdy nie został schwytany. Nigdy też nie odkryto jego tożsamości. Historia tego okrutnego mordercy stała się idealną podkładką, dla wielu teorii, legend, książek i filmów. Każdy mógł być sprawcą, wśród poszczególnych typów znalazły się nawet osoby z królewskiego rodu. Czy ktokolwiek, kiedykolwiek chociaż otarł się o prawdę?

„Martwa kobieta osuwała się na mój samochód. (…) Sekundę później odwróciła się i jej oczy spojrzały w moje. Martwe oczy. W poprzek jej szyi ziała okrutna rana, jej brzuch był plamą szkarłatu. Chwyciła mnie za rękę, a ja nie mogłam się ruszyć. Ściskała mnie kurczowo. Mocno jak na martwą kobietę.”

Na rękach młodej policjantki Lacey Flint, umiera kobieta. Jej oprawca czai się w pobliżu. Dokonał swego czynu niemal za plecami Lacey, szybko i sprawnie, tak, że ta niczego nie zauważyła. Okazuje się, że ofiara jest pierwszą z serii „zdobyczą” bezwzględnego mordercy. Następne przestępstwa wykazują podobieństwa do tych popełnianych przez legendarnego Kubę Rozpruwacza, tyle, że naśladowca, w przeciwieństwie do pierwowzoru, za cel obiera nie prostytutki, ale szanowane i dobrze sytuowane obywatelki. Flint, która niemal od zawsze fascynowała się seryjnymi zabójcami, a o słynnym Rozpruwaczu wie prawie wszystko, staje się główną podporą ekipy rozwiązującej sprawę, co ma pomóc przewidzieć kolejny krok zabójcy. Sytuacja staje się dla Lacey nieciekawa, kiedy dalsze etapy śledztwa wskazują na powiązanie jej osoby z tymi morderstwami. Policjantka skrywa mroczną tajemnicę.

Wartkie tempo wydarzeń od pierwszej do ostatniej strony, nagłe zwroty akcji, niespodziewane rozwiązania, do tego postać głównej bohaterki, nie do końca jasna i przejrzysta. To tylko niektóre elementy składające się na kryminał idealny, porywający i w pełni satysfakcjonujący. Dodatkowym plusem według mnie, jest to, że poza głównym wątkiem czytelnik dostaje możliwość poznania wielu faktów i mitów dotyczących najsłynniejszego chyba seryjnego mordercy w dziejach, Kuby Rozpruwacza. 

Właściwie nie dostrzegam nic, czego mogłabym się w tej powieści przyczepić, a starałam się szukałam. „Ulubione  rzeczy” są dobre, mocne, napisane tak, że ciężko się oderwać. Moje wszystkie życzenia i oczekiwania względem lektury zostały zaspokojone, tak więc nie mogłam dać innej oceny. Nawet nie będę się zastanawiać przed sięgnięciem po kolejne części serii z Lacey Flint, do czego i Was, moi Drodzy serdecznie zachęcam!!!

Wyzwania: 
http://mkczytuje.blogspot.com/p/wyzwanie-biblioteczne.html?showComment=1393522357878
http://miqaisonfire.wordpress.com/wyzwanie-kryminalne/

czwartek, 12 czerwca 2014

"Szósty" - Agnieszka Lingas - Łoniewska



„SZÓSTY”
Agnieszka Lingas – Łoniewska
Wydawnictwo Replika
Wydanie I elektroniczne 2012
ISBN 978-83-7674-954-9
Str. 258
Moja ocena 4/6

Kryminalny romans? Romantyczny kryminał? Dziś chciałabym podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami na temat „Szóstego” Agnieszki Lingas-Łoniewskiej.

Po raz pierwszy wpadają na siebie w pewnej restauracji, po raz drugi los łączy ich drogi w traumatycznych okolicznościach w szpitalu. Jednak dopiero sześć lat później przyjdzie im się poznać i pokochać.

Marcin Langer, szef Śląskiej Grupy Śledczej rozpracowuje sprawę seryjnego mordercy, który za cel obiera sobie zielonookie blondynki. Wszystkie ofiary zostały zamordowane szóstego dnia od zaginięcia. Poza tym nic ich nie łączy, a sprawca nie pozostawia po sobie żadnych śladów z wyjątkiem jednej krótkiej  wiadomości;

„W szóstym dniu Bóg stworzył człowieka – mężczyznę i kobietę. W szóstym dniu… odbiorę Ci życie, bo ja jestem Twoim bogiem…”

 Sprawa jest niezwykle skomplikowana. Langer postanawia ściągnąć do pomocy najlepszego profilera. W ten sposób w jego biurze pojawia się piękna aspirant Alicja Szymczak. Pierwsze spotkanie będzie dla obojga niemałym szokiem, bo, choć właściwe się nie znają, to jednak żadne nie może oprzeć się wrażeniu, że już kiedyś się spotkali. Między Marcinem i Alicją niemal od razu zaiskrzy. Oboje poczują, że połączyło ich coś znacznie więcej, niż zwykły pociąg fizyczny. Zawirowania życia prywatnego będą musieli pogodzić z trudnym i wymagającym śledztwem. Bezwzględny przestępca, nazwany przez policjantów „Szóstym”, pozbawia życia kolejne ofiary. Wydaje się być nieuchwytny. Langer i Szymczak wraz z całym zespołem zwierają szeregi walczą z czasem aby uratować następną porwaną.

Równocześnie z przeżyciami głównych bohaterów, śledzimy losy tajemniczego mordercy oraz jego ofiar. Powoli poznajemy tego mężczyznę i z każdym fragmentem dowiadujemy się więcej o motywach jego postępowania. Szósty jest nie tylko pewny siebie, ale wręcz uważa siebie za boga. Ma swoją religię i swoją misję.

„Na razie był… nietykalny. Nie do wytropienia. Nie do złapania. Bo był cholernie inteligentny. I sprytny. Bo był pierdolonym geniuszem. Bo był… boski… Tylko tyle i aż tyle… I miał swoją misję do wykonania.”

„Szósty” to moja pierwsza styczność z twórczością Agnieszki Lingas – Łoniewskiej. Do tego tytułu skusiły mnie bardzo pozytywne opinie, a ja obok dobrych kryminałów nie mogę przejść obojętnie. Tymczasem, kiedy tylko zaczęłam czytać coś mi podpowiedziało, że to chyba nie zupełnie będzie mój ulubiony klimat. Ale po kolei.

Fabuła mało oryginalna, aczkolwiek zdarza się, że nawet oklepane tematy przedstawione w ciekawy sposób mogą zaskoczyć. Niestety w tej książce trochę za mało elementu zaskoczenia.
Powieść zawiera wątek kryminalny i wątek romantyczny. Dobrze by było gdyby były one bardziej zrównoważone. Tymczasem przez pierwszą połowę miałam wrażenie, że czytam zwykłą obyczajówkę. Jak dla mnie było trochę zbyt ckliwie i trochę nierealnie. Irytowały mnie naciągane zbiegi okoliczności. Do tego chyba do końca życia nie zapomnę jakiego koloru oczy miał Marcin, bynajmniej nie dlatego, że mnie urzekł, ale dlatego, że niemal na każdej stronie autorka o tym arcyważnym fakcie przypominała. Nie będę ukrywać, że drażni mnie takie idealizowanie i nieustanne podkreślanie perfekcji bohaterów. Wolę ludzi… hmm, cóż, bardziej ludzkich. 

Powyższe składa się, według mnie, na największe minusy powieści. Trzeba jednak podkreślić, że zawiera ona wnikliwe i bardzo dobrze przedstawione uczucia i emocje poszczególnych bohaterów. Podobało mi się, że autorka dała czytelnikowi możliwość przyjrzenia się sprawie z dwu, a nawet trzech stron; śledczych, mordercy oraz jego ofiar. Nie mogę też zarzucić powieści zupełnego braku akcji, która rozwija się mniej więcej w połowie i prowadzi do dość przewidywalnego ale logicznego rozwiązania.  Ponadto książka napisana jest łatwym i przyjemnym stylem. 

Cóż, jestem może nieco wybredna, ale czytając konkretną książkę nastawiam się z góry na to, że pochłonie mnie ona bez reszty i oderwie od rzeczywistości, że spowoduje silniejsze bicie serducha. „Szósty” nie usatysfakcjonował mnie w pełni, ale nie jest to zła lektura. Powiedziałabym, że to taki typowo kobiecy kryminalik.   Mnie osobiście spora dawka romantyzmu nieco w całej historii przeszkadzała, ale jeżeli lubicie powieści o miłości, o pięknych książętach i nie do końca bezbronnych księżniczkach, okraszone scenami rodem z kryminalnego serialu, „Szósty” może Wam się spodobać.  

Wyzwania:
http://miqaisonfire.wordpress.com/wyzwanie-kryminalne/