niedziela, 12 czerwca 2016

Fotointerpretacje - Cerkiew w Królowym Moście

Być może kojarzycie miejscowość Królowy Most. Swego czasu zasłynął jako miejsce akcji filmowej trylogii Jacka Bromskiego ("U Pana Boga za piecem", "U Pana Boga w ogródku", "U Pana Boga za miedzą"). W rzeczywistości sceny do filmu kręcone były w kilku miejscach na Podlasiu. Jednak to właśnie Królowy Most stał się niejako "bohaterem" tych przyjemnych i klimatycznych filmów. 
A skąd ta nazwa?

Według legendy, podczas podróży do Wołkowyska, w okolicach dzisiejszego Królowego Mostu zatrzymał się Zygmunt August. Wówczas to ponoć w ciągu jednej nocy zbudowano most na rzece Płosce.


Przez Królowy Most prowadzą szlaki turystyczne: Szlak Wzgórz Świętojańskich i Szlak Napoleoński. W okolicy wsi miały miejsca bitwy w latach: 1807, 1831 i 1863.
[źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kr%C3%B3lowy_Most] 

Królowy Most to malowniczo położona miejscowość, w której na wyróżnienie zasługuje między innymi Cerkiew prawosławna św Anny, w stylu bizantyjskim na planie krzyża greckiego z absydą i trzema wieżyczkami nad szczytami [źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kr%C3%B3lowy_Most].

Dziś chciałabym Wam zaprezentować kilka ujęć tejże cerkwi.


Królowy Most na mapie - [klik]









A w następnym poście trochę o walorach przyrodniczych okolic Królowego Mostu.

czwartek, 9 czerwca 2016

Fotointerpretacje - Białostockie Muzeum Wsi

Skansen, w którym można podziwiać wiele budynków w stylu charakterystycznym dla Podlasia, a także obiekty tzw. małej architektury, krzyże i kapliczki. 
Mnie szczególnie urzekł kolorowy plac zabaw z drewnianymi huśtawkami, konikami, wózkami. Ze wszystkiego można korzystać. Moje dzieci były zachwycone i ciężko było ich stamtąd wyciągnąć. Zapraszam do krótkich odwiedzin tego miejsca. 

Białostockie Muzeum Wsi znajdziecie tu - link
Więcej informacji o skansenie tu - link
No dobrze, to dokąd idziemy?


































środa, 8 czerwca 2016

Zmiany! Zmiany! Zmiany!

Witajcie moi mili!

Nadszedł czas na małe blogowe rewolucje. Mój blog o książkach "CzytamNiePrzeszkadzać" przechodzi do historii. Od dziś istnieję już tylko
 interpretacje-magdy.blogspot.com

Nowy tytuł, nowy adres. Jedno się nie zmienia. W dalszym ciągu będę się dzielić z Wami moimi przemyśleniami na temat książek. Ponadto od czasu do czasu uraczę Was dawką (mniejszą lub większą) zdjęć mojej produkcji.

W najbliższym czasie blog będzie przechodził małe transformacje. Za wszelkie utrudnienia w tym czasie przepraszam.

Zapraszam Was na mój fanpage na facebooku - [link] i profil na instagramie [link]

wtorek, 7 czerwca 2016

"Nic oprócz strachu" - Magdalena Knedler

"Nic oprócz strachu"
Magdalena Knedler
Wydawnictwo Czwarta Strona
Str. 563
Moja ocena 4/6
 
Po lekturze poprzedniej książki Magdaleny Knedler, "Pan Darcy nie żyje ", byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Nie mówię, że powieść w każdym aspekcie idealna, ale wydała mi się taka świeża, odmienna od tego co do tej pory czytałam. Naprawdę ciekawa.

Dlatego do kolejnej powieści autorki podeszłam z dużym entuzjazmem i nadzieją na kolejne nowe doznania. No i co się okazało?  Że jednak trzeba przed rozpoczęciem lektury chłodzić emocje, bo można się gorzko rozczarować.  Z "Nic oprócz strachu" tak źle nie było. Ale bezkrytyczna nie będę.

Anna Lindholm jest Polką.  Pochodzi z Helu. Jednak sytuacja rodzinna przyczyniła się do decyzji o emigracji. Anna wychodzi za mąż za dobrze sytuowanego Vidara i zamieszkuje z nim w Szwecji. Tam też wstępuje do policji, gdzie daje się poznać jako profesjonalistka, zwłaszcza wsadzając za kratki seryjnego mordercę zwanego Narcyzem.

Życie Anny wydaje się idealne. Aż do wypadku, z którego ona i Vidar ledwo uchodzą z życiem. Bohaterka nie ma większych obrażeń, jednak jej mąż zostaje sparaliżowany do końca życia. To wydarzenie kładzie się cieniem na małżeństwie Lindholm. Tym bardziej, że w atrakcyjnej pani inspektor zakochany jest jej partner z pracy Ingvar. Jak się okazuje, nie bez wzajemności. Wszystko dodatkowo komplikuje podejrzenie, że za wypadkiem może stać Narcyz, odsiadujący wyrok w więzieniu. Pojawia się pytanie, czy zbrodniarz ma na wolności pomocnika, przez którego zamierza mścić się na Annie? Tymczasem niejasne sytuacje mnożą się, a wkrótce przybywa też trupów. Anna będzie musiała znaleźć niejedną odpowiedź miotając się w uczuciach, ratować bliskich przed psychopatą, oraz zmierzyć z przeszłością wracając do rodzinnego Helu.

Zapętlone, kryminalne zagadki i umiejętne zwodzenie czytelnika to coś co lubię w dobrej powieści kryminalnej. Jeżeli autor dodaje do tego zrównoważony i przemyślany wątek obyczajowy, też jest dobrze. A jak jeszcze znajdzie się miejsce dla humoru to już niemal ideał. Kryminał-obyczajówka-troszeczkę humoru, to bardzo krótka charakterystyka "Nic oprócz strachu". Na początek kilka minusów, aby na koniec pisać już tylko pozytywne rzeczy.

Przede wszystkim zabrakło mi oryginalności. No chyba, że faszerowane wszystkich dookoła arszenikiem w XXI wieku można zaliczyć do mordów oryginalnych. Faktycznie, we współczesnych kryminałach nie jest to ulubione "narzędzie" zbrodni. Po krótkim przemyśleniu sprawy dochodzę do wniosku, że w tej kwestii czepiam się za bardzo. Przyznaję, że ta historia, zagadka i jej rozwiązanie (chociaż trochę kombinowane) mocno mnie wciągnęły. Zatem kwestie oryginalności zostawiam otwartą. Zależy kto co już czytał i z czym się zetknął.

Druga sprawa to bohaterowie. Od samego początku żywiłam raczej chłodne uczucia wobec Anny, chociaż jej zachowanie mogły usprawiedliwiać przejścia związane z wypadkiem, a także byle jakie dzieciństwo. Poza tym na koniec zrehabilitowała się w moich oczach i sensownie doprowadziła sprawę do końca.

Znacznie mniej przyjemną postacią i ogólnie niezmiernie irytująca osobą okazał się Ingvar z tymi swoimi ziółkami i wiecznym zamartwianiem się o główną bohaterkę. Ja rozumiem,  przystojny, troskliwy, dbający o siebie, nic tylko trzeba się zakochać. Ale szczerze mówiąc, ja bym takiego natręta raczej przepędziła dla spokoju świętego. Co poradzę, nie w moim typie. I tyle. Do tego stopnia mnie wkurzał, że kibicowałam Lajonowi żeby mu tę "Anę" odbił. 

No właśnie Lajon, jakoś z tymi bohaterami nie od początku się dogadywałam, ale prędzej czy później większość budziła moją sympatię. A Lajon i Lempi trochę doprawiali fabułę. Tylko że znowu małe "ale". No bo, "Lajon"? Serio? Takim trochę pseudo z gimnazjum mi zaleciało (nie obrażając gimnazjalistów). Już mogliby do dorosłego faceta mówić jakoś normalniej. W ogóle z przykrością muszę stwierdzić, że niektóre dialogi też przypominały żywcem wzięte ze szkolnych korytarzy. Taki przykład:
"- O nie! Ja wyjeżdżam! To jasne, że nie jestem tu mile widziany. Już mi twój facet fuckera pokazał, a teraz jeszcze ty!!! -Pokazałeś mu fuckera? - Anna szarpnęła Ingvara za ramię. -Jak mogłeś!!! on jest tu gościem! - Ale ty mogłaś! - oburzył się Ingvar. - Bo to mój gość, mogę z nim robić co chcę."
Miało być śmiesznie? Mnie nie rozbawiło specjalnie. Na szczęście nie wszystkie rozmowy stały na tak niskim poziomie bo chyba bym szybko książkę odłożyła.
Poza tym liczbę "*urw" zredukowałabym co najmniej o połowę. Wiem, kryminał, morderstwa napięta sytuacja, ale "Psy" to to nie są i szczerze mówiąc jakoś mi w klimacie tej powieści nie leżało. Do głównej bohaterki nie przystawało.

To chyba tyle co miałam do powiedzenia w temacie minusów. Niedużo, prawda? :)

Teraz mocne strony. Szybko zaczęłam podejrzewać kto stoi za zbrodniami. Pozostawało jeszcze pytanie, dlaczego? A to już była zagadka. Jak się okazało dość skomplikowana. Naciągane?  Może. Mi nie przeszkadzało. W sumie wszystko wyjaśnione jak należy. Za to autorce należy się duży plus.

Finalna postawa głównej bohaterki, a także samo zakończenie, takie troszeczkę niedopowiedziane, też mi się bardzo spodobało.

Styl autorki, pomijając wspomniane powyżej szczegóły,  jest całkiem do przyjęcia. Wydaje mi się,  że na powieść Magdaleny Knedler nie będą się rzucać mężczyźni. Jeśli już to nieliczni. To książka adresowana raczej do kobiet,  nawiązująca stylem trochę  do Nory Roberts. Tak mi się skojarzyło, są przestępstwa,  jest romans, jakaś tajemnica z przeszłości. Bardzo podobne doświadczenia miałam z prozą amerykańskiej autorki.

"Nic oprócz strachu" w skrócie podsumowałabym tak, wątek kryminalny może być, a nawet całkiem dobry. Obyczajowy nieco kuleje, trochę męczący, trochę za bardzo zaciągający romansidłem.

I to tyle co mi przychodzi na myśl.  W gruncie rzeczy książka warta przeczytania. Jeżeli zainteresowała Was fabuła i nie boicie się drobnych błędów (w sumie to co mnie razi, komuś innemu może się wydać zaletą), sięgnijcie po "Nic oprócz strachu".
Ja raczej nie będę miała żadnych oporów żeby sięgnąć po kolejną powieść pani Knedler.

piątek, 3 czerwca 2016

Wspomnienie maja

Czerwiec już rozgościł się na dobre, czas zatem powspominać ubiegły miesiąc.
Ponownie udało mi się przeczytać 3 (słownie trzy) książki (1403 strony), do tego nie wymagające większego zaangażowania umysłowego. A były to:

"Znalezione nie kradzione" Stephen King  (str. 480)
"Nic oprócz strachu" Magdalena Knedler (563 str.)
"Prawie siostry" Maria Ulatowska (360 str.)

Zamieściłam na blogu 6 postów, w tym podsumowanie kwietnia. Poza tym ukazały się:
  • "Znalezione nie kradzione" - Stephen King - druga część detektywistycznej trylogii mistrza grozy [link]
  • "Czarne skrzydła" Sue Monk Kidd - które polecam miłośniczkom powieści obyczajowych z historią w tle [link]
  • "Baśnie braci Grimm dla dorosłych. Bez cenzury" - Philip Pullman, dla trochę większych amatorów klasycznych baśni [link]
  • "Wspomnienia brudnego anioła" - Henning Mankell - gdzie przewija się temat kolonizacji, niewolnictwa a główną bohaterką jest Szwedka, którą los rzucił na Czarny Ląd i uczynił właścicielką burdelu [link]
Pochwaliłam się bibliotecznymi łowami, czyli tym co zajmie mój umysł w najbliższej przyszłości 
  • stos majowy [link]
W stosie zabrakło jednej książki, która dotarła do mnie wczoraj, ale którą wygrałam w maju w konkursie na Zakurzona półka. Bardzo dziękuję;). Książkę zaprezentuję w kolejnym stosikowym poście. 

Maj był dla mnie miesiącem wycieczek i fotografowania. A właściwie jego druga połowa. Dużo się działo. Ciągle nie mam kiedy wyselekcjonować i wstawić zdjęć z magicznego Podlasia, ale obiecuję, że będą. Wkrótce ;) 
Tymczasem zachęcam do przejrzenia galerii na moim blogu fotograficznym, dotyczącej pięknej, choć nieco zaniedbanej, drewnianej architektury, z której słynie Otwock, tzw. świdermajerów.

"Te wille, jak wójt podaje, są w stylu "świdermajer" czyli spacer po Otwocku - link

Otwocki świdermajer - kolejna odsłona - link 

Nieustannie zapraszam na facebook i instagram, gdzie codziennie staram się być z Wami i dzielić się cząstką swego życia.

 A już wkrótce opowiem Wam o chwilach w życiu, kiedy nie czuje się "Nic oprócz strachu". Udowodnię prawdziwość stwierdzenia, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach, a czasami bliższe stają się nam "Prawie siostry". I Zabiorę Was na wycieczkę do Gruzji z pierwszej połowy ubiegłego wieku i zaprezentuję "Ósme życie", które wywarło na mnie duże wrażenie.

Udanego czerwca!!!



środa, 1 czerwca 2016

Na Dzień Dziecka - Dinozaury

Taki kicz, trochę z przymrużeniem oka z okazji Dnia Dziecka ;)
Jurajski Park Dinozaurów 
Nadawki k/Białegostoku



  


 





Bo czasami trzeba zaszaleć, oderwać od rzeczywistości, poczuć się jak dziecko:) Wam tej odrobiny szaleństwa i oderwania od spraw codziennych od czasu do czasu życzę.




Najfajniejsze książeczki z "dzieciowej" półeczki

Dzień dziecka to jeden z moich ulubionych dni w roku. Zawsze niecierpliwie czekałam na to jakie atrakcje zgotują mi rodzice. Dziś niewiele się zmieniło,  oprócz tego, że to ja jestem rodzicem. Uwielbiam rozpieszczać moich synów. Staram się też rozwijać w nich pasję do książek i dbam o to by ich biblioteczka była pełna ciekawych tytułów.
Nie będę ukrywać,  że mi samej ogromną frajdę sprawia kupowanie nowych książeczek dla dzieci. Dziś Wam chcę zaprezentować kilka ulubionych pozycji moich dzieci (i moich też).

"Koła i kółka"
Autor wierszy Zbigniew Dmitroca, Ilustracje Carlo Alberto Michelini
Rewelacyjna w swej prostocie, pomysłowa, przykuwająca uwagę. Chłopaki mogli ciągle i od nowa przewracają tekturowe strony, oglądają świat przez coraz mniejsze (lub większe ) koła, sprawdzają co się zmieści a co nie i ucząc pojęć małe - mniejsze - najmniejsze, duże - większe - największe. Poznają też kilka pojazdów oglądając obrazki i słuchając charakterystyki każdego z nich zawartej w króciutkich wierszykach. 





 "Opowiem Ci mamo.  Co robią koty."
Za kotami skradała się Nikola Kucharska
Nasza Księgarnia 
No ja musiałam ją mieć. No musiałam. I mam. To znaczy, dzieci mają. Ale co poradzę na to, że kocham koty a ta książka spodobała mi się od pierwszego wejrzenia. Kupiłam i naprawdę warto było.  Świetna grafika, humor i koty. Dużo kotów. Frajdę sprawia nam odnajdywanie i podpatrywanie ich w różnych kocich sytuacjach. Jeżeli jeszcze tej książki nie macie, koniecznie się się w nią wyposażcie. Nawet jeśli nie macie kotów.  Nawet jeśli uważacie, że nie lubicie kotów,  ta książka zweryfikuje wasze poglądy :D. A ja poważnie zastanawiam się nad innym tytułem z tej serii. O samochodach dla moich małych auto maniaków.

Miasteczko Mamoko
Aleksandra Mizielińska, Daniel Mizieliński
Wydawnictwo Dwie Siostry
Ćwiczy spostrzegawczość, pozwala uczestniczyć i tworzyć mnóstwo różnych historii, gwarantuje dobrą zabawę. Na każdej stronie dzieje się tyle, że nie sposób się nudzić przez długi, długi czas. Zresztą tej serii chyba nie ma co rodzicom przedstawiać bo jest dość znana i naprawdę godna polecenia.

"Rok w lesie"
Emilia Dziubak 
Nasza Księgarnia
Kolejna obrazkowa przygoda. Chłopcy dostali w prezencie. Miesiąc po miesiącu dzieci poznają zachowania i przyzwyczajenia łosia, żubra, lisa, bobrów, i innych zwierząt mniejszych i większych, w tym ptactwa wszelkiego i wielu owadów. Świetna edukacja. A ze względu na nasze przyrodnicze zainteresowania, dla nas strzał w dychę.

"Pierwsza encyklopedia. Pojazdy."
Tekst Camille Babeau Ilustracje B. Becue i inne
Wydawnictwo Wilga
Jak już wspomniałam, posiadam w domu małych wielbicieli aut. Starszy szczególnie uwielbia samochody i wszystko co się z nimi łączy, więc tego typu książeczki są u nas na obowiązkowe. Encyklopedia zawiera kolorowe obrazki i wiele ciekawostek. Między innymi jak zbudowany jest samochód, co lata a co pływa. Znajdziemy tu także krótką historię pojazdów wszelakich oraz środki przemieszczania się postaci z bajek. Bardzo fajna i ku mojemu zdumieniu przemyca naprawdę sporo wiedzy.
 

"Basia i wyprawa do lasu."
Zofia Stanecka, Marianna Oklejak
Wydawnictwo Egmont
Książeczka o przygodach rezolutnej małej dziewczynki i jej rodzinki trafiła do nas przypadkiem,  a ucieszyła nas ogromnie. Zabawne obrazki i równie zabawna opowieść. Sytuacje z życia wzięte. Na pewno na tej jednej przygodzie Basi się nie skończy.  Na szczęście książek z serii jest dużo.


"Liczypieski"
 Ewa Kozyra-Pawlak
Nasza Księgarnia
Było coś dla wielbicieli kotów.  A teraz coś dla psich amatorów. Historia pewnego pana,  który dał ogłoszenie że chętnie przygarnie pieska. No i wszystkie bezdomne pieski z okolicy postanowiły udać się pod wskazany adres z nadzieją, że to właśnie one zostaną wybrane i znajdą nowy dom. Nie zdradzę zakończenia, przeczytajcie koniecznie :). Przy okazji nauka liczenia do dziesięciu.  Polecam.

Wierszyki ćwiczące języki, czyli rymowanki logopedyczne dla dzieci
Marta Galewska-Kustra, Elżbieta i Witold Szwajkowscy
Nasza Księgarnia
Propozycja dla dzieciaków, które mają mniejszy lub większy problem z wymową. Wierszyki są krótkie, zabawne i naprawdę zmuszają, a raczej zachęcają małe buziaki do pracy i ćwiczeń.
To też fajna propozycja dla dzieci które dopiero uczą się mówić. Moi synowie śmiali się w głos kiedy mama czytała wczuwając się w rolę na przykład to:
"Ycia-ycia-ycia, 
Jan nie lubi mycia.
Ycie-ycie-ycie,
Olek lubi mycie,
Ycio-ycio-ycio
Ale tylko tycio"
 

365 wierszyków i historyjek dla chłopców
Tłumaczenie Joanna Straburzyńska
Wierszyki Urszula Kozłowska
Oczywiście dostępna jest też wersja dla dziewczynek (nie mam pojęcia co je różni poza okładkami, nie miałam okazji przyjrzeć się tamtej). Nowe świeże oryginalne bajeczki, jedne krótsze inne dłuższe. Na każdy dzień inna. W zależności od pogody, humoru, chęci.  Ponadto przygotowane w bardzo ładnej oprawie. Kolejny udany prezent dla moich Smyków. Historyjki są tak różne, że chyba każdy znajdzie coś dla siebie.




Kręć się i ucz. Kształty
BamBam Books 
Książka hit. Niby prosta, zwykła bardziej zabawka niż książka dla maluchów, a swego czasu nasz pierworodny nie rozstawać się z nią. Towarzyszyła mu w każdej podróży dalszej lub bliższej,  przy posiłkach, przed spaniem. Widać jaka jest styrana :) Dla najmłodszych rewelacja, można sobie pokręcić pooglądać obrazki, nauczyć się kształtów. Lubimy bardzo, dlatego musiałam ją tutaj dodać.



To naprawdę niewielka część biblioteczki moich synów. Jestem bardzo zadowolona kiedy patrzę jak chętnie sięgają oni po książki i z zapałem śledzą ukryte w nich historie. A dzisiaj na pewno jakieś pozycje im przybędą. 

Czy coś Wam się szczególnie spodobało?  A jakie książki mają Wasze dzieciaki? Piszcie, polecajcie. Chętnie uzupełnimy nasze zbiory o nowe tytuły!!!

A wszystkim dzieciom, tym mniejszym i tym trochę większym WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO I NAJZABAWNIEJSZEGO Z OKAZJI ICH ŚWIĘTA!!!