poniedziałek, 19 maja 2014

"Szare śniegi Syberii" - Ruta Sepetys



„SZARE ŚNIEGI SYBERII”
(„Between Shades of Grey”)
Ruta Sepetys
Przekład Joanna Bogunia i Dawid Juraszek
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Warszawa 2011
ISBN 978-83-10-11983-4
Str. 327
Moja ocena 4,5/6

Po wzruszającej i przerażającej powieści o  ciężkiej doli Polaków wywiezionych na Sybir („Syberiada polska”), a także po niezwykłej historii niemieckiej dziewczynki, która wojenne czasy przeżywała na swój sposób, uciekając w książki („Złodziejka książek”), tym razem przyszedł czas na coś, co  można powiedzieć, łączy elementy obu wyżej wymienionych. Powieść Ruty Sepetys, „Szare śniegi Syberii” traktuje o syberyjskiej katordze, tym razem z punktu widzenia Litwinów, a bohaterką i narratorką jest piętnastolatka, która swoje przeżycia przelewa na rysunki.

„Zabrali mnie w koszuli nocnej. (…) Był czternasty czerwca czterdziestego pierwszego roku”

Dzieciństwo Liny Vilkas kończy się tego czerwcowego poranka, kiedy do jej domu wpadają oficerowie NKWD i każą się wynosić całej rodzinie. Dziewczyna wraz z matką i młodszym bratem trafia do pociągu, który zabiera ich na miejsce zsyłki. Bardzo szybko przekonuje się, jak niewiele jest warta dla ludzi, którzy odebrali jej dzieciństwo i dom.

„Czy zastanawialiście się kiedyś, ile warte jest ludzkie życie? Tego dnia życie mojego brata było warte tyle co kieszonkowy zegarek.”

Wśród współpasażerów, towarzyszy niedoli są głównie kobiety, dzieci i starcy. Co się stało z mężczyznami, ojcami rodzin, nikt nie wie. Także Lina nie ma żadnych wiadomości o swym papie. Jednak podczas jednego z postojów dziewczynie udaje się nawiązać kontakt z ojcem, jadącym innym transportem, który obiecuje, że zrobi wszystko aby odnaleźć rodzinę. Bohaterka postanawia zostawiać mu wskazówki w postaci swoich rysunków.
Po wielotygodniowej gehennie w towarowych wagonach, zesłańcy trafiają gdzieś w odległe rejony Syberii. Tam muszą walczyć o każdych okruszek chleba, ciężko harować, zmagać się z plagami wszy i wszelkimi chorobami. Okrutna rzeczywistość, tragiczne warunki, żadnej perspektywy lepszego jutra, oto ich codzienność. Jednak po pewnym czasie ludzie odkrywają, że mogą przetrwać. Dadzą radę przeciwstawić się wrogowi jeśli tylko będą się wzajemnie wspierać.

„Próbowaliśmy wszyscy dotknąć nieba, stojąc na dnie oceanu. Zrozumiałam, że jeżeli będziemy się nawzajem wspierać, to może wzniesiemy się nieco wyżej.”

Lina, dotąd przyzwyczajona do wygód, beztroska nastolatka, musi bardzo szybko dorosnąć. Często wraca w swoich wspomnieniach  do chwil, kiedy była wolna. Myśli o ciepłym domu, kochających rodzicach, przygodach z kuzynką. Zaś wydarzenia, których jest obecnie świadkiem, wyraża w niezwykłych, pełnych emocji obrazach. To stanowi dla niej pokrzepienie i pozwala zachować nadzieję na odmianę losu.

„Nad szarymi śniegami Syberii zalśnił złocisty promień. Patrzyłam na bursztynowy blask słońca i się uśmiechnęłam. Oto wracał dzień.”

Główna bohaterka to piętnastoletnia, wychowana w dobrym domu dziewczyna, cechująca się uporem i śmiałym wyrażaniem własnych poglądów. Często najpierw powiedziała, lub zrobiła coś nieodpowiedniego a dopiero później zastanawiała się nad konsekwencjami. Z wierzchu pozorowała na twardą, nad wiek rozwiniętą pannę, buntującą się przeciwko swojemu losowi. Jednak w środku była niezwykle wrażliwa. W pewnym momencie, traumatyczne przeżycia ujawniły kruchą i wystraszoną dziewczynkę, która marzyła tylko o tym aby jej rodzina znów była razem i tęskniła za utraconym życiem. 
Ruta Sepetys ukazuje ludzkie nieszczęście w bardzo subtelnym stylu. Czuć, że tę powieść stworzyła kobieta i przeznaczyła głównie dla kobiet. Kiedy czytałam „Syberiadę polską” Zbigniewa Domino, również traktującą o Sybirakach, odniosłam wrażenie, że pod losami bohaterów mogłoby podpisać się wielu prawdziwych ludzi, uczestników tych wydarzeń. "Szare śniegi Syberii" odebrałam tylko jako fikcję literacką. Choć opartą na traumatycznych ludzkich przeżyciach, to jednak ugrzecznioną, troszeczkę nawet baśniową. Ale jeśli wziąć pod uwagę, że narratorką jest młodziutka dziewczyna, ciężko oczekiwać mocnych, przesyconych przemocą opisów.
"Szare śniegi Syberii" to wzruszająca i emocjonalna lektura, o cierpieniu, nadziei, tęsknocie i dumie, która nie pozwala się człowiekowi upodlić. Napisana jasnym, przejrzystym językiem. Wciągająca od początku do końca i przekazująca wiele cennych wartości. 
Polecam. 

 Wyzwania:
http://basiapelc.blogspot.com/p/czytam-literature-amerykanska.html




czwartek, 15 maja 2014

"Niepamięć" - Krzysztof Kotowski



„NIEPAMIĘĆ”
Krzysztof Kotowski
Wydawnictwo Cat Book 2009
ISBN 978-83-928224-6-2
Str. 238
Moja ocena 5/6

Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o niesamowitej książce, która wpadła mi w ręce w czasie ostatniej wizyty w bibliotece. 

„Wow” – moja pierwsza myśl już po kilku stronach powieści. Kolejne „wow”, kiedy okazało się kim jest narrator. I ten efekt „wow” trzymał mnie już do samego końca, który według mnie nastąpił o wiele za szybko. Przejdźmy jednak do tego, o czym w ogóle jest „Niepamięć”?

„Tak wiele cieni błądzi wielkimi ulicami, tyle jest chłodu i lęku. Ludzi, w których tkwi jak w pułapce drewniana, mdła dusza. Drepczą po ziemi bez celu.”

Komisarz Patryk Skalferin, od czasu próby samobójczej dostaje jedynie błahe sprawy. Teoretycznie uczęszcza do psychologa oraz jest pod stałym nadzorem zwierzchników. Obecnie zajmuje się tajemniczym zniknięciem starszej pani. Szukając jakiegokolwiek śladu, trafia do sąsiadki zaginionej, siedemdziesięcioletniej Anny. Samotna, znużona życiem i monotonnym oczekiwaniem na śmierć kobieta, postanawia pomóc policjantowi rozwiązać zagadkę. Wkrótce w mieszkaniu poszukiwanej staruszki pojawia się jej wnuczka, Sonia. Zachowanie dziewczyny jest dość podejrzane. Skalferin postanawia zlecić śledzenie młodej kobiety. On sam wraz z Anną udają się do mężczyzny, który wynajmował mieszkanie zaginionej. Niebawem funkcjonariusz obserwujący Sonię zostaje zamordowany, podobnie właściciel mieszkania. Sytuacja staje się coraz bardziej zawikłana. Do tego okazuje się, że ktoś taki jak Sonia… nie istnieje. Przełożony Patryka zaczyna mieć podejrzenie, że komisarz pogrąża się w coraz większym szaleństwie i postanawia odebrać mu sprawę. Od tej pory Skalferin – niedoszły samobójca i niezwykle bystra starsza pani podejmują się odkrycia prawdy na własną rękę. Efekty ich śledztwa okażą zaskakujące i wstrząsające.

Już sam opis z okładki sugeruje, że nie będzie to zwykły kryminał. Ale doświadczenie nauczyło mnie, że z tymi opisami różnie bywa. W tym przypadku jednak się nie zawiodłam. „Niepamięć” to wciągająca powieść od której nie można się oderwać. Zaledwie 238 stron i znakomicie skonstruowana fabuła powoduje, że pochłania się ją w mgnieniu oka. Ale wrażenia pozostawia na długo.

To co nie wszystkim może się spodobać, choćby wielbicielom typowych kryminałów, to to, że „Niepamięć” zawiera elementy nierealistyczne. Dla mnie wręcz przeciwnie, zaostrzyło tylko smak potrawy. Dziwić może trochę też fakt, że policjant właściwie bez żadnych problemów godzi się zaangażować w niebezpieczną sprawę staruszkę, ale przecież ów policjant ma za sobą ciężkie przeżycia, więc wiele można mu wybaczyć. 

No i jeszcze ciekawy zabieg autora, narrator. Obserwatorem wszystkich zdarzeń i jednocześnie narratorem jest mąż Anny. Cóż w tym dziwnego? To, że mężczyzna od ponad roku nie żyje. Chcecie więcej? Nie czekajcie, sięgajcie po tę niezwykłą książkę, która jest kolejnym dowodem na to, że polskie wcale nie znaczy gorsze. Ja na pewno będę poszukiwać innych książek pana Kotowskiego. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

Wyzwania: 
http://mkczytuje.blogspot.com/p/wyzwanie-biblioteczne.html?showComment=1393522357878

wtorek, 13 maja 2014

"Sezon burz" - Andrzej Sapkowski



„SEZON BURZ”
Andrzej Sapkowski
Wydawnictwo SUPERNOWA
Warszawa 2013
ISBN 978-83-7578-059-8
Str. 404
Moja ocena 5/6

Pamiętam, że kilka lat temu wśród moich znajomych (i chyba nie tylko) utworzyły się dwa fronty; wielbicieli „Wiedźmina” po jednej stronie, oraz „Władcy pierścieni” po drugiej. Każdy miał swoje argumenty, dlaczego akurat ta seria jest lepsza. Chyba w mniejszości wtedy znalazła się grupa popierająca Sapkowskiego. Ja do tej mniejszości należałam i nadal tak jest. Nie ujmując nic „Władcy pierścieni”, dochodzę jednak do wniosku, że „cudze chwalicie – swego… nie doceniacie”. (Co innego jeśli chodzi o ekranizacje, ale to już inna para kaloszy). Bardzo chętnie przystąpiłam zatem do lektury kolejnych przygód wiedźmina Geralta.


Życie wiedźmina to ciągłe pasmo walki z potworami, mierzenia się z wszechobecną wrogością i podejmowania nie zawsze opłacalnych zleceń. Geralt z Riwii wie to aż za dobrze. Tym razem los rzuca go do miasta Kerack gdzie, jak to już bywa, czekają same kłopoty. Skradziono mu miecze, aresztowano, niesłusznie oskarżono a do tego uwikłał się w nie do końca jasny związek z pewną czarodziejką. To wszystko tylko wstęp do poważniejszych problemów. Wkrótce okaże się, że wiedźmin stanie się niezbędny czarodziejom, z którymi nie pozostaje w najlepszych stosunkach. Geralt będzie musiał także stawić czoła demonom, oraz chronić pewnego króla przed żądnymi władzy potomkami. Dużo tego na jednej głowie, nawet wiedźmińskiej. O tym jak bohater poradzi sobie z tym nagromadzeniem niefortunnych zdarzeń czytajcie – zachęcam.

W „Sezonie burz” znajdziemy akcję, przygodę, walki na miecze, uganianie się za potworami, będzie oczywiście romans, trochę magii, a także spora dawka dobrego humoru. Pojawi się kilkoro znanych nam już bohaterów oprócz Geralta, rzecz jasna, powraca Jaskier i Yennefer, ale w większości to wiele nowych, oryginalnych i ekscentrycznych osobowości. 

„Sezon burz” to zupełnie odrębne przygody wiedźmina. Nie trzeba znać całej sagi aby cieszyć się tą lekturą. Jeszcze przed premierą i zaraz po wydaniu powieści, spotkałam się z wieloma negatywnymi opiniami wieszczącymi, że będzie to kolejna marna kontynuacja, gniot napisany wyłącznie dla kasy. Nic bardziej mylnego. Ta powieść to gwarancja dobrej zabawy. Naprawdę cieszę się, że Geralt z Riwii powrócił i… panie Sapkowski, pan pisze dalej :) Liczę na to, bo przecież
„Opowieść trwa. Historia nie kończy się nigdy” 

poniedziałek, 12 maja 2014

"Wszędzie śnieg" - Gregg Olsen



„WSZEDZIE ŚNIEG”
(„A Wicked Snow”)
Gregg Olsen
Przekład Jan Hensel
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2013
ISBN 978-83-7839-455-6
Str. 463
Moja ocena 4,5/6

Hannah Griffin pracuje w laboratorium kryminalistycznym w hrabstwie Santa Louisa. Prywatnie jest żoną i matką. Jej życie wydaje się poukładane. Pewnego dnia ktoś zostawia na jej biurku w pracy makabryczną przesyłkę, a sekretarka przekazuje krótką wiadomość; „dzwoniła twoja matka”. Hannah jest wstrząśnięta, ponieważ jej matka od dwudziestu lat nie żyje.

Sytuacja zmusza kobietę do zmierzenia się z przeszłością, od której ta za wszelką cenę starała się odciąć. Wspomnienia zimowego, tragicznego dnia z dzieciństwa powracają. Kim naprawdę była matka bohaterki? Czy rzeczywiście zginęła, czy jedynie upozorowała własną śmierć? Dlaczego właśnie teraz i komu zależy na zrujnowaniu szczęścia Hanny? 

Główna bohaterka tej powieści, to kobieta odznaczająca się silną osobowością, która w obliczu mocnych przeżyć nie traci zimnej krwi. Pomimo traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa, staje na nogi i postanawia żyć normalnie. Udaje się jej zbudować szczęśliwą rodzinę, a do tego podejmuje trudną pracę, w której notorycznie spotyka się z wszelką patologią. Hannah wzbudziła moją sympatię i uznanie. 

Ciekawa fabuła i bardzo przystępny styl autora składają się na wciągający thriller. Cofając się do przeszłości wraz z bohaterką poznajemy intrygującą i przerażającą prawdę o jej matce, która nie była  wzorem cnót, wręcz przeciwnie. To zimna i wyrachowana kobieta, która nie jedno miała na sumieniu, a jej postępowanie pozostawiło skazę na życiu córki.  

Jeśli miałabym się czego przyczepić, to chyba konkretnego wyjaśnienia kwestii, dlaczego i po co po dwudziestu latach od tragedii, komuś zależy na odkryciu kart z przeszłości. Niemniej sama historia jest dość złożona i zajmująca. Dużym atutem według mnie jest samo zakończenie, ale nic więcej w tej kwestii nie zdradzę:). 

„Wszędzie śnieg” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Gregg’a Olsena i przyznam szczerze nabrałam ochoty na więcej. Tę książkę zdecydowanie polecam.
 Wyzwania:
http://mkczytuje.blogspot.com/p/wyzwanie-biblioteczne.html?showComment=1393522357878

http://basiapelc.blogspot.com/p/czytam-literature-amerykanska.html





piątek, 9 maja 2014

ZBIGNIEWA DOMINO OPOWIEŚĆ O SYBIRAKACH Z CZERWONEGO JARU


Moja przygoda z „Syberiadą polską” rozpoczęła się rok temu. Najpierw była książka, która pochłonęła mnie bez reszty. Później ekranizacja. Wreszcie zakończone sukcesem „polowanie” na dwie pozostałe części opowiadające dalsze losy Sybiraków z Czerwonego Jaru. 

Ku radości swej ogromnej, mając już na półce całą trylogię, odświeżywszy sobie część pierwszą przystąpiłam do czytania drugiej i trzeciej. Swoje wrażenia i doznania chciałabym Wam niniejszym  zaprezentować.

„SYBERIADA POLSKA”
Zbigniew Domino
Wydawnictwo Studio EMKA
ISBN 978-83-63773-23-6
Str. 512
Moja ocena 6/6
„Była wtedy zima wyjątkowo śnieżna i mroźna. Nocna, nadranna pora. Czerwony Jar, niewielka podolska wioska, otulona ciszą zaśnieżonej, głębokiej kotliny, spała jeszcze snem sprawiedliwych. Spała nieświadoma zbliżającego się niebezpieczeństwa, jakiego nawet w koszmarnych snach wyśnić niepodobna. Toteż, jak grom z jasnego nieba, spadło ono tej nocy na ludzi z Czerwonego Jaru. (…) Dla ciekawych historii odnotujmy, że działo się to dokładnie dnia 10 lutego 1940 roku.”

Czy zdajesz sobie sprawę jakie to uczucie, kiedy ktoś nagle wpada do Twojego domu i każe Ci go opuścić? Masz jedynie 15 minut na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy. Musisz pozostawić cały dobytek swojego życia. Upychają Cię jak zwierzę do ciasnego, towarowego wagonu i wywożą nie wiadomo dokąd.

Taki los spotkał bohaterów tej książki, mieszkańców Czerwonego Jaru. Jest to historia ich wysiedlenia, tułaczki i w końcu życia wśród dzikiej i bezwzględnej tajgi.
„Poświst przemarzniętych drzwi. Trzask zewnętrznego rygla. Z bieli śniegu, ze światłości czerwono zachodzącego słońca – ta nagła wagonowa ciasnota i ciemność! Dotąd ludzie wolni, zrośnięci od kolebki z naturą, ziemią, słońcem, wiatrem, powietrzem i wodą, z chwilą zaryglowania w ciemnym towarowym wagonie poczuli się jak zwierzęta w klatce.”

W ten sposób rozpoczęła się długa i wycieńczająca podróż setek ludzi, całych rodzin. Każdy zadawał pytania, „za co?”, „dlaczego?”, „dokąd?”. Nikt nie odpowiadał. Mijały dni, a do celu wciąż było daleko. Głód, zmęczenie, choroby pogłębiały przerażenie, ale też zniecierpliwienie i irytacje wśród „pasażerów”. Najsłabsi umierali.  

I oto pewnego dnia docierają na miejsce. Ich nowy dom to Kalucze, obóz położony wśród srogiej tajgi, odcięty od świata. Od tej pory codziennością zesłańców stają się brudne, liche baraki i katorżnicza praca w nieludzkich warunkach. A w sercu pozostaje tęsknota za utraconą ojczyzną i nadzieja, że kiedyś do niej wrócą.
„To co z tego, że w przyrodzie wszystko z wiosną rozwija się, kwitnie i rwie się do życia. W zesłańczej polskiej duszy, w taką wiosenną, bujną porę robi się jeszcze bardziej tęskno, ponuro i beznadziejnie. Wspomnienia spać nie dają. Ale jak długo można żyć wspomnieniami? W głuchej tajdze nie docierają do nich żadne sprawdzalne wiadomości, co się tam w Polsce, w dalekim świecie dzieje. Powoli wszystko co było, staje się jakby nierealnym snem.”

I tak mijały dni, tygodnie, miesiące. Wśród głodu, rozpaczy, wszechobecnej śmierci, pojawiały się też drobne przebłyski szczęścia. A sytuacja polityczna na świecie zmieniała się. Zmieniały się też losy mieszkańców Kaluczego. Pewnego dnia znów stali się ludźmi wolnymi zaś ich nadzieje na powrót do Polski rozkwitły na nowo. Większość rodzin opuściła miejsce zesłania. Jedni trzymali się razem inni obierali zupełnie różne kierunki.
„Tak to, wolą zesłańczego losu, ludzie z Czerwonego Jaru, zżyci z sobą od zawsze, często spokrewnieni i solidarni jak rzadko, zaczęli się w tej niezmierzonej, syberyjskiej krainie rozpraszać i gubić. A co najgorsze, żadnej pewności mieć nie mogli, że się jeszcze kiedyś ich ziemskie drogi skrzyżują…”

Jednak powrót do wytęsknionej ojczyzny nie był łatwy. A żyć trzeba było. Sami na własną rękę musieli zadbać o siebie w obcym kraju. Aż wreszcie przyszła wiosna 1946 roku marzenia o Polsce stawały się coraz bardziej realne. Kto chciał, rozpoczynał powrotną podróż.
 „Każdy z nich, poczynając od małego, który ledwie coś tam pamiętał, do starego – przez wszystkie lata Sybiru – jeśli nosił w swoim sercu Polskę, to zawsze i nieodmiennie kojarzyła mu się ona z jego rodzinnym domem, polem, sadem, wioską czy miasteczkiem, kościołem i rzeczką obok płynącą. I taką właśnie ojczyznę od urodzenia do śmierci kochał.”

A jaką zastał…?

„Syberiada polska” to niezwykle przejmująca opowieść o zwykłych ludziach, którym los nie szczędził tragicznych wydarzeń. Napisana jasnym, przejrzystym językiem nie pozwala się oderwać do samego końca. Osobiście bardzo przeżywałam wraz z bohaterami każdą tragedię i te nieliczne chwile radości. Mimo całego dramatyzmu sytuacji, to bardzo ciepła historia o wzajemnym wspieraniu się w niedoli oraz o nigdy nie umierającej nadziei.

Autor ukazuje nam wydarzenia z punktu widzenia różnych osób. Mamy więc wgląd w uczucia i spostrzeżenia dorosłych, którzy pamiętają z przeszłości najwięcej, tęsknią bardziej. Spoglądamy również przez pryzmat dzieci, które jeśli tylko mają siłę przetrwać, najszybciej przystosowują się do obcych realiów. Przedstawione nam zostały też relacje pomiędzy Polakami a rodzimymi mieszkańcami Syberii. Bohaterów jest wielu i każdy przeżywa zaistniałą sytuację na swój sposób. 

Naprawdę gorąco polecam tą powieść!!!

„CZAS KUKUŁCZYCH GNIAZD”
Wydawnictwo Studio EMKA
ISBN 978-83-63773-14-4
Str. 415
Moja ocena 5/6

Będę starała się nie spoilerować. Jeżeli ktoś boi się, że zdradzę za dużo zapraszam od razu do podsumowania.
„Polska!
Polska… nasza kochana Polska…
We wszystkich wagonach zapadło niespodziewane milczenie, przerywane tylko tłumionym pochlipywaniem kobiet. W takiej zaskakującej ciszy ludzie z transportu PT-2564 po latach syberyjskiego zesłania witali się z Ojczyzną.” - „Syberiada polska”


Razem z bohaterami pierwszej części powracamy do Polski. Do tego wytęsknionego, ukochanego kraju, w którym miało czekać na nich już tylko dobre. Tymczasem pierwsze rozczarowania spotykają ich jeszcze w czasie podróży. Bo oto okazuje się, że nie ma już tej Polski jaką pamiętali. Nie ma ich domów. Zewsząd wita ich obca rzeczywistość.

Tym razem autor skupił się głównie na losach Staszka Doliny, który wraz z rodziną trafia na Ziemie Odzyskane do wsi dotąd zamieszkiwanej przez Niemców, podobnie jak kiedyś Polacy, wysiedlonych ze swych domów. Tak oto wieś Zielone Pole staje się nowym domem Dolinów i wielu innych rodzin z Czerwonego Jaru.
„Sybiracy! Osobny to gatunek powojennych Polaków. Po dziś dzień bywa, że temu kto jak oni Sybiru nie zakosztował, trudno ich czasem zrozumieć. Z syberyjskiego zesłania wrócili do Polski zdziesiątkowani, do tego jako najbiedniejsi z najbiedniejszych. Wrócili nie do swoich rodzinnych i wytęsknionych domów, wiosek, miasteczek i miast, na wschodnich kresach przedwojennej Rzeczypospolitej, z których na katorgę ich wywieziono. A do tego jeszcze po powrocie los, niby wiatr jesienne liście, rozwiał ich po Ziemiach Odzyskanych, od morskiego Szczecina przez Wrocław, Opole, aż po Karkonosze. Wszystko tu dla nich było obce i nieznane. Rzadko zdarzało im się tak jak w Zielonym Polu, by wciąż jeszcze spora ich gromada trzymała się razem.”

„Czas kukułczych gniazd” ukazuje pierwsze próby odnalezienia się Sybiraków w nowej rzeczywistości, ale także przedstawia wydarzenia jakie zachodziły na ziemiach polskich w czasie ich zesłania. Wydarzenia te przytaczane są we wspomnieniach tych, którzy tutaj pozostali. W czasie pobytu na obczyźnie, Polska jawiła się zesłańcom jako raj utracony, dlatego ciężko im uwierzyć w to co zobaczyli i usłyszeli. Teraz mogli już tylko cieszyć się z tego co mają, budować swe życie na nowo i mieć nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży.
„Najważniejsze, żeby nareszcie w Polsce po tej wojnie się ustatkowało, żeby więcej już brat z ręki brata nie ginął.”  

Pojawia się wiele nowych postaci, poznajemy też powojenne losy Niemców na Ziemiach Odzyskanych. 

Trochę szkoda, że Zbigniew Domino „pogubił” gdzieś mieszkańców Czerwonego Jaru. Byłam bardzo ciekawa losów pozostałych. Niektórzy zostali wspomniani w „Czasie…” a inni wcale. Rozumiem, że autor miał tym razem inny cel, skupił się na sytuacji w Polsce. Ale ja tęskniłam za znanymi już bohaterami, byłam bardziej ciekawa ich reakcji na tą nową rzeczywistość.



„MŁODE CIEMNOŚCI”
Wydawnictwo Studio EMKA
ISBN 978-83-62304-87-5
Str. 528
Moja ocena 4/6

Trzecia i ostatnia już część sagi rodziny Dolinów, bo tak sam autor określa całą trylogię. Tym razem towarzyszymy już głównie Staszkowi w jego dojrzewaniu, edukacji i... problemach z dziewczynami. Chyba najbardziej polityczna ze wszystkich części. Dosyć wnikliwa analiza ówczesnej polskiej rzeczywistości. Dla wielbicieli tego okresu naszej historii, będzie to na pewno spora dawka ciekawych spostrzeżeń i tematów dyskusyjnych. Ponadto przedstawiona z punktu widzenia ludzi różnego pochodzenia i z różnych warstw społecznych, odmiennie doświadczonych przez wojenną zawieruchę. To na pewno mocna strona powieści.

A dla mnie? Cóż, jeśli chodzi o politykę wystarczy, że wiem kto aktualnie sprawuje w kraju rządy, ale poza tym raczej mnie nie interesuje, dlatego też „Młode ciemności” nieco mnie zmęczyły, miejscami nawet usypiały. Takie trochę to były Staszka Doliny edukacyjno – miłosne perypetie z polityką w tle. 


PODSUMOWANIE
Podsumujmy więc, osobiście uważam pierwszą część sagi Zbigniewa Domino za rewelacyjną i bezwzględnie wartą przeczytania i w ogóle, wybaczcie, że tak mnie ponosi, ale nie mogę inaczej ocenić, jak tylko w samych superlatywach. Jeśli zaś chodzi o pozostałe dwie części, według mnie również zasługują na zapoznanie, najlepiej od razu, hurtem, jedna po drugiej, gdyż wydarzenia następują bezpośrednio po sobie i dobrze jest być na bieżąco. No i czy się chce czy nie to jednak warto się w tej naszej zawiłej historii orientować, a Zbigniew Domino podaje nam ją w naprawdę dobrej postaci. 

A na zakończenie chciałabym jeszcze zachęcić Was, oczywiście po przeczytaniu „Syberiady polskiej”, do obejrzenia filmu na jej podstawie. Jak to już zwykle z ekranizacjami bywa, do książki się nie umywa, ale w mojej opinii, biorąc pod uwagę dzisiejszą polską kinematografię, twórcom udało się „popełnić” naprawdę dobry film. 
Zwiastun:

I jeszcze taka pioseneczka do lektury :)