"MINIATURZYSTKA""The Miniaturist"
Jessie Burton
Przekład Anna Sak
Wydawnictwo Literackie
2014
ISBN 978-83-08-05428-4
Str. 462
Moja ocena: 4/6
Wiele dziewczynek marzy o posiadaniu domku dla lalek. Był taki czas, że i dla mnie
było to wielkie marzenie. Krótki to był czas, bo raczej wolałam zabawę autami :) Jednak kiedy pojawiła się książka, w której głównym
motywem jest właśnie niezwykły miniaturowy domek, obudziła się we mnie mała dziewczynka, która musi go mieć.
Zarys fabuły
jaki wyłaniał się z opisów „Miniaturzystki” oczarował mnie. Dodatkowo skusiła
piękna okładka. Uznałam, że powieść Jessie Burton powinna zdobić moją
biblioteczkę, dlatego wyposażyłam się w prywatny egzemplarz i czytałam
narastającą ciekawością, a zakończyłam z lekką irytacją i zawodem. Dlaczego? Pozwólcie, że
przedstawię Wam moje wrażenia z tejże lektury.
"Wszyscy pełni nadziei tkamy swój własny gobelin, nikt nas w tym nie wyręczy."
Główną bohaterką
powieści Burton jest Petronella Oortman. Dziewczyna wychodzi za mąż za dużo
starszego od siebie, bogatego Johannesa Brandta. Ślub miał być przepustką do
lepszego życia. Nella opuściła rodzinny, niewielki Assendelft i przeprowadziła
się do domu męża w Amsterdamie. Jej wyobrażenia o życiu małżeńskim zostają skorygowane
przez życie. Na progu nowego domu, zamiast Johannesa, czeka na nią posępna
szwagierka Marin oraz dwoje służących. Nella szybko zorientuje się, że ta
rodzina skrywa wiele sekretów, których ujawnienie może zagrozić nie tylko
reputacji ale nawet życiu jej członków. A najbardziej tajemniczy z nich
wszystkich jest jej własny mąż. Pewnego dnia Nella dostaje od niego osobliwy
prezent, domek dla lalek, idealnie odzwierciedlający ich dom. Niepewność
dziewczyny potęguje pojawianie się kolejnych elementów, mebli i lalek
wykonanych przez tajemniczą miniaturzystkę. Kobieta zdaje się wiedzieć o
rodzinie Brandtów więcej niż by sobie tego życzono. Sama Nella jest przekonana,
że wskazówki przesyłane jej w formie miniaturek, pomogą uratować rodzinę przed
skandalem i tragedią. Za wszelką cenę
pragnie poznać miniaturzystkę i zrozumieć jej przesłanie.
Zarys fabuły "Miniaturzystki" przywodził mi na myśl powieści Carlosa Ruiza Zafona. Nastawiłam się więc na tego typu powieść,
troszeczkę baśniową, magiczną, urzekającą, ale posiadającą też mroczną stronę. Trochę
tak było, ale Burton nie przebiła hiszpańskiego autora.
Duże brawa
należą się autorce za ciekawy obraz społeczeństwa w Amsterdamie z XVII wieku. Czytelnik ma okazję
przybliżyć sobie nieco panujące wtedy zwyczaje, wygląd ludzi, nawet charakterystyczne
dania. Dla mnie było to pierwsze spotkanie z Holandią w tej epoce i uważam to
za plus. Dodatkowymi ciekawostkami były umieszczone na końcu informacje
dotyczące zarobków i wydatków ówczesnych amsterdamczyków. Szkoda tylko, że tak
mało.
To tyle o
ciekawostkach, a co sądzę o samej fabule? Intrygująca i wciągająca, do
czasu. Styl dobrze oddający klimat
powieści. I to była mocna strona książki. Autorka stworzyła
interesujące sylwetki bohaterów. Na większą uwagę zasługują tu kobiety. Silne,
zdeterminowane, stojące na straży dobrego imienia rodziny. Mężczyźni wypadają w
ich tle raczej wątle, niekiedy irytująco. Nie ma szablonowego podziału na
dobrych i złych. Każda postać ma swoje wady i zalety. Tak jak Marin, pilna
strażniczka tajemnic Brandtów, niedostępna, nieco zgorzkniała a jednak krucha i
niepozbawiona ludzkich uczuć i słabości. Albo Nella, niedoświadczona,
prowincjonalna siedemnastolatka, która wbrew przeciwnościom losu nie poddaje
się i bierze sprawy we własne ręce. Mimo złożoności, bohaterowie raczej nie zaskakiwali oryginalnością, jak
również nie mogę powiedzieć ze kogoś polubiłam bardziej, kogoś mniej. Nikt szczególnie
nie zaskarbił sobie mojego serca.
A skąd moje rozczarowanie? Fabuła jak już wspominałam zapowiadała się ciekawie.
Wątek Miniaturzystki intrygował. I nagle w pewnym momencie, historia zrobiła
się przewidywalna i nieco smętna. Do tego nagle i niespodziewanie wszystko się kończy, pozostawiając niedosyt i
wiele pytań bez odpowiedzi. Wyglądało to tak, jakby autorce
zabrakło zapału, a może pomysłu na realizację grand finale na miarę tej, skądinąd, dobrej powieści. Moim zdaniem trochę zmarnowany potencjał.
"Miniaturzystka" to książka z ciekawym
wątkiem społecznym, ale mało oryginalną fabułą. Można dopatrzeć się w niej morału, że każdy jest kowalem własnego losu. Mimo
niewątpliwych plusów, nie czuję się specjalnie wzbogacona tym doświadczeniem.
Jest to pozycja, którą można przeczytać. Bardzo się cieszę, że ją mam, ponieważ na półce prezentuje się przepięknie. Nie żałuję też, że przeczytałam, nie mam poczucia straty czasu, aczkolwiek poznałam już wiele ciekawszych tytułów.
Książka bierze udział w wyzwaniach:
Klucznik (niewspółcześnie)
Czytam Opasłe Tomiska (462 str.)
Grunt To Okładka (w dłoniach)
Książka bierze udział w wyzwaniach:
Klucznik (niewspółcześnie)
Czytam Opasłe Tomiska (462 str.)
Grunt To Okładka (w dłoniach)