niedziela, 16 lutego 2014

"To" - Stephen King

 "TO" 
(It)
Autor: Stephen King
Przekład: Robert Lipski
Wydawnictwo: Albatros
 Poznań 2009
Str. 1101
ISBN 978-83-7359-955-0
Moja ocena: 4,5/6


„Obie ręce oparłszy o poręcz drewnianą, rzekł z uporem, że ducha zobaczył dziś rano.”

Czy pamiętasz swój największy koszmar z dzieciństwa? Czy wieczorem leżąc w łóżku i rozglądając się po pokoju wyczuwałeś czyjąś obecność? Czy w Twojej szafie czaiło się zło? A może wypełzało spod łóżka? Czy to była prawda, czy tylko dziecięca fantazja?

Zło, które zadomowiło się w Derry było realne jak ty czy ja. Nie wiadomo skąd ani kiedy się pojawiło. Mogło być wszędzie i mogło być wszystkim. Karmiło się strachem… i krwią.

Billa, Stana, Beverly, Dana, Eddie’go Mike’a i Richie’go różni niemal wszystko, miejsce zamieszkania, wykonywane zawody. Natomiast łączy sekret z przeszłości. Jako dzieci wychowywali się w tym samym mieście, zmagali z własnymi słabościami, oraz z prześladowaniami. Pewnego dnia stanęli oko w oko z największym koszmarem w swoim życiu. 

W Derry dochodzi do tajemniczych zniknięć i morderstw dzieci. Nikt nie wie kto stoi za tymi zbrodniami. Nikt, a przynajmniej nikt z dorosłych, nie domyśla się nawet, że sprawca nie jest człowiekiem. „To” nie ma jednego kształtu. Może przyjmować różne formy. Może być klaunem albo olbrzymim ptakiem. Tylko dzieci mogą zobaczyć „To”. I każde z siedmiorga małych bohaterów widzi „To” inaczej. Każde z nich postanawia stawić czoła potworowi oraz własnym lękom. Ale wkrótce odkrywają, że w pojedynkę nie dadzą rady wygrać. Dlatego jednoczą siły i wspólnie podejmują walkę ze złem. Walkę w której odnoszą sukces. Jednak po 27 latach „To” powraca. Tym razem jeszcze bardziej żądne krwi i zemsty. Na mocy złożonej przysięgi bohaterowie ponownie się jednoczą aby przeciwstawić się bestii. Tyle, że są już dorośli, każde z własnym bagażem doświadczeń, do tego z przeszłości nie pamiętają zbyt wiele. Czy w takim wypadku mają jakiekolwiek szanse raz na zawsze uwolnić Derry od śmiertelnego zagrożenia? Przekonajcie się sami.

Według mnie „To’ jest słusznie nazywane jedną z najstraszniejszych powieści Kinga. Być może dlatego, że treść zawiera kwintesencję wszystkich ludzkich lęków, nie tylko dziecięcych „potworów z szafy”, ale również demonów życia dorosłego. 

Jako że jestem wierną fanką Stephena Kinga, ciężko mi obiektywnie oceniać jego twórczość. Jak na horror z prawdziwego zdarzenia przystało, ta książka wywołuje dreszcze, czasem obrzydzenie i tak naprawdę do końca nie wiadomo, czy bohaterowie wyjdą cało z opresji. Przecież strach jest nieodzownym towarzyszem życia człowieka. Każdy ma swoje lęki i koszmary, z którymi się mierzy a rezultaty… cóż, bywają różne.

Polecam dla lubiących się bać;)

 Wyzwania: 
http://basiapelc.blogspot.com/p/osoby-zainteresowane-wyzwaniem-z-anne.html

piątek, 14 lutego 2014

"Ze złotych pól" - Alexandra Ripley

W związku z dzisiejszym świętem zakochanych, taka moja książkowa propozycja:)

"ZE ZŁOTYCH PÓL" 
(From fields of gold)
Alexandra Ripley
Przekład: Magdalena Merta
Wyd. PRIMA
Warszawa 1995
Str. 445
Moja ocena: 4.5/6

"MIŁOŚĆ (...) NIE DAJE SIĘ STŁUMIĆ, ZNISZCZYĆ, UKRYĆ PRZED ŚWIATEM ZA ZAMKNIĘTYMI DRZWIAMI SYPIALNI (...). JEST ŻYCIEM, UCZENIEM SIĘ SIEBIE, DZIELENIEM SIĘ SOBĄ Z UKOCHANYM CZŁOWIEKIEM. TO TAK JAKBY DWOJE LUDZI RAZEM ZOSTAWIAŁO PIERWSZE ŚLADY NA NIENARUSZONEJ, ŚNIEŻNEJ POWIERZCHNI PRZYGÓD JAKIE NIESIE ZA SOBĄ KAŻDY KOLEJNY DZIEŃ"

Kiedy trafiła do moich rąk książka autorki „Scarlett”, czyli podobno (bo nie czytałam) kontynuacji „Przeminęło z wiatrem”, wydawało mi się, że czeka mnie ckliwe romansidło, taki sobie wyciskacz łez. No i się pomyliłam. Bo jest to opowieść o miłości a jakże, ale niezwykle mądra opowieść.

Trzydziestoletnia Chess mieszka wraz z dziadkiem i matką w posiadłości, będącej cieniem swej świetności sprzed wojny secesyjnej. Dziewczyna urodziła się w zupełnie innych czasach, wychowywano ją na damę, niczego jej nie brakowało. Ale wojna zmieniła wszystko. Majątek przepadł ojciec i bracia zginęli, matka zamknęła się we własnym świecie. Chess starała się ze wszystkich sił utrzymywać to co zostało z przeszłości rodziny i właściwie sama dbała o gospodarstwo. Nigdy przez to nie wyszła za mąż.
Pewnego dnia w jej domu zjawia się młody mężczyzna zainteresowany maszyną do produkcji papierosów, którą stworzył dziadek Chess. Dziewczyna odkrywa, że oto pojawia się przed nią szansa na zmianę dotychczasowego życia. Zgadza się sprzedać Nate’owi patent na urządzenie, ale ten w zamian ma ją poślubić. Młody przybysz, dla którego w życiu liczy się wyłącznie osiągnięcie wyznaczonego celu, przystaje na taki układ, tym bardziej, że dziewczyna wydaje się być inteligentna i zorientowana w interesach, co tylko zwiększa szansę na odniesienie sukcesu.
Po skromnym ślubie Chess opuszcza rodzinny dom i wyrusza wraz z mężem w nieznane. Dla Nate’a to małżeństwo pozostaje jedynie biznesem, uważa że żonie zależy na tym aby mieć dom i dzieci, natomiast Chess coraz bardziej angażuje się uczuciowo. Jednak rodzina męża nie akceptuje jej. Zwłaszcza zaborcza matka od samego początku nie ukrywa swojej niechęci do synowej. Dziewczynie nie jest łatwo w nowym miejscu wśród obcych i nieprzychylnych ludzi, oraz warunków do jakich nieprzywykła. Jednak dzielnie wspiera męża w interesach i liczy na odmianę losu.
Po wielu trudach i wysiłkach Nate’owi i Chess udaje się zdobyć to o czym marzyli, firma się rozwija, na świecie pojawia się dziecko i wszystko wydaje się być idealne. Ale pod wierzchnią warstwą ich szczęścia kryje się smutek i wątpliwości. Czy małżeństwu uda się w porę dostrzec to co najważniejsze i zaznać prawdziwego szczęścia?

„Ze złotych pól” to dość ciekawy wgląd w zmęczone wojną społeczeństwo dopiero kształtującego się imperium USA na przykładzie przemysłu papierosowego. Ripley świetnie ukazuje brutalne gry przedsiębiorców, którzy nie cofali się przed niczym aby tylko osiągnąć jak najwięcej i wygryźć konkurencję.
Jednocześnie autorka przedstawia losy rodziny, która przez lata dąży do spełnienia własnych marzeń odkrywając przy tym odwieczną prawdę, że pieniądze i władza nie zawsze dają szczęście. 

Polecam.



"Martwe jezioro", "Czy ten rudy kot to pies?" - Olga Rudnicka


Na początek coś z rodzimego podwórka. Autorka, którą lubię za ciekawe historie podane w dobrym stylu.
Dwie powieści o perypetiach niespełna trzydziestoletnich przyjaciółek. Beata i Ulka mieszkają wspólnie. Łączy je przyjaźń, dzieli niemal wszystko. Ta pierwsza, stateczna i uporządkowana, zaś druga… no cóż roztrzepana to łagodne określenie. Obie książki są tak samo różne jak ich bohaterki.


"MARTWE JEZIORO"
Olga Rudnicka
Prószyński i S-ka
Warszawa 2008
Str. 232
ISBN: 978-83-7469-892-4
Moja ocena: 4/6



Beata przez przypadek odkrywa, że nie jest biologiczną córką swoich rodziców. Kobieta postanawia wynająć detektywa, który ma wyjaśnić tajemnicę jej pochodzenia. Bohaterka, odrzucona i niekochana przez swoją "rodzinę", nie czuje z nią żadnego związku  i od kilku lat nie utrzymuje kontaktu. Dlatego w zdumienie wprawia ją zaproszenie na ślub znienawidzonej siostry. Beata uznaje, że powrót w rodzinne strony pozwoli jej znaleźć odpowiedzi na dręczące pytania. Na miejsce udaje się wraz z bratem swojej przyjaciółki Ulki (która usilnie pragnie zeswatać tych dwoje). Oboje nie zdają sobie sprawy, że czeka ich olbrzymie niebezpieczeństwo, a prawda o przeszłości okaże się szokująca.



         "CZY TEN RUDY KOT TO PIES?"
Olga Rudnicka
Prószyński i S-ka
Warszawa 2008
Str. 230
ISBN: 978-83-7648-081-7
Moja ocena 4,5/6

Tym razem pierwszoplanową postacią jest Ula, współlokatorka i przyjaciółka Beaty. Kobieta wikła się w romans z żonatym szefem i zostaje zwolniona z pracy. Zrozpaczona i upokorzona postanawia wyjechać na jakiś czas z Poznania. Jej celem jest zielona Irlandia, jednak przez przypadek wsiada nie do tego autobusu i trafia do… Wielkowa, niewielkiej miejscowości pod Wrocławiem. Tam zostaje wzięta za poszukiwaną listem gończym oszustkę. Kiedy sprawa jej tożsamości się wyjaśnia, Ulka postanawia zostać w domu policjanta, który ją aresztował oraz jego brata. Mężczyźni nie są zadowoleni z obecności nierozgarniętej, upartej kobiety. Z czasem Ula zaprzyjaźnia się z sąsiadką Stenią, która wtajemnicza ją w plotki krążące o jej gospodarzach. Podobno w ich domu w tajemniczych okolicznościach znikały kobiety. Ula postanawia poprowadzić prywatne śledztwo i odkryć sekret Sławka i Mariusza. Efekty jej poszukiwań okażą się zaskakujące.



Obie powieści czyta się jednym tchem. Styl i język, jak zawsze u Olgi Rudnickiej jest bardzo przystępny, co pozwala się zrelaksować i przeżyć przyjemne chwile z ciekawymi, zabawnymi a czasami wzruszającymi historiami. Można się przyczepiać, że wydarzenia są nieco odrealnione, zbiegi okoliczności aż za bardzo nieprawdopodobne, ale przecież na tym właśnie polega magia książki;). Akurat w tych historiach "przedziwne przypadki" mnie nie raziły.

Mnie osobiście bardziej do gustu przypadła „Czy ten rudy kot to pies?”. Być może ze względu na luźniejsze rozwinięcie tematu przez autorkę. Historia Beaty była bardziej w tonie poważnym, refleksyjnym, krótko mówiąc ustabilizowanym jak sama bohaterka. Natomiast postać Uli po prostu rozłożyła mnie na łopatki. Być może dlatego, że sama znałam osobę równie nieokrzesaną a przy tym niezwykle sympatyczną i inteligentną, którą stać było na wiele… dziwnych przypadków:).

Polecam obie części.